Autor: Anna Fryczkowska
Tytuł: Starsza pani wnika
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Wydane: maj 2012
Za książkę dziękuję wydawnictwu Prószyński i S-ka.
Stetryczałe sąsiadki potrafią niejednego lokatora bloku doprowadzić do białej gorączki. Wścibska moherowa babcia, która prowadzi rejestr ksiąg wejść i wyjść żyje życiem innych. Wie wszystko: kto, gdzie, kiedy i dlaczego. Istna inwigilacja. Wszędzie wścibia swój nos, wszędzie musi dodać swoje dwa grosze. “Boże uchroń mnie przed tym i nie pozwól mi tak namolnie się zestarzeć”- pomyśli wielu z nas. Anna Fryczkowska łamie wszelkie stereotypy. Zamiast pokazać bezsilną staruszkę, która gubi się w dobie postępu technologicznego przedstawia pełną życia gromadkę babć, które wiele mają za uszami. Zamiast jęków schorowanych babć naszym oczom ukazują się diabelnie sprytnie starsze panie, dla których uroda i romanse nadal są bardzo ważne, bo grają pierwsze skrzypce w ich życiu. A prawie trzydziestoletni młodzieniec powoli przeobraża się w zaradnego faceta. Na kartach książki mamy możliwość zobaczyć jego przemianę.
Niesamowite, co potrafi stworzyć wyobraźnia autora i do jakiej krainy zbrodni kryminalnych potrafi nas przenieść misternie utkana historia. Z pozoru zaczyna zwyczajnie, “stary koń”- wnuczek mieszka ze swoją babcią, która zdecydowanie bywa nadopiekuńcza. Jednak mimo tej wady babcia pragnie, aby jej ukochany wnuczek się usamodzielnił i za jego plecami próbuje mu pomóc w śledztwach, które zostały mu powierzone. Okazuje się, że babinka jest sprytniejsza niż ktokolwiek mógłby przypuszczać. I od tej kończy się wszystko, co zwyczajne.
Przerażające były dla mnie sceny z kotami. Bardzo lubię koty i sama miałam ochotę rozprawić się z oprawcą kotów. Odkryłam w sobie niezliczone pokłady złości i oburzenia. Kto wie czy sama nie zachowałabym się podobnie jak bohaterki.
Ogromnym i niezaprzeczalnym plusem jest fabuła, której wątki zazębiają się dokładnie i nie mogłam doszukać się w tej plecionce żadnych luk. Wątek kryminalny trzymał mnie w napięciu do samego końca. Cóż więcej można powiedzieć? Gratuluję pomysłowości i precyzyjności w tkaniu tak intrygującej i oryginalnej powieści.
Książkę, tak samo jak “Kobietę bez twarzy” czyta się szybko i sprawnie. Lekki styl, niesamowicie przyjazny język zapewniają nam godziny relaksu, uśmiechu, przerażenia i złości. Jeśli bowiem lektura pobudza moje emocje, zaliczam ją do pozycji godnych przeczytania. Zatem koniecznie przeczytajcie niesztampowy kryminał, w którym autorka uśmierca nie tylko ludzi i gdzie staruszki pełne werwy podbijają blokowe podwórko. A sama dzięki tej książce przestanę patrzeć na staruszki z przymrużeniem oka, bo już wiem do czego mogą być zdolne.
Moja ocena: 5/6