Ciężki kawałek chleba

Tłumaczenia, przekłady, językowe wygibasy, kropki, przecinki, odpowiedniki, szereg gramatycznych i językowych pojęć  kłębi się w głowie filologa, lingwisty i tłumacza. Zaczynają się  obawy, niepewności, wahania, niezadowolenie. Wydaje się, że wiedza językowa i pozajęzykowa w tym kulturowa jest niewystarczająca, wydaje się, że zawsze można  przetłumaczyć coś lepiej, inaczej ułożyć zdanie, połączyć dwa zdania w jedno lub jedno podzielić na dwa. Okazuje się, że takie i inne dylematy są nieodłącznym elementem pracy tłumacza. Takie dylematy stają się czasami barierą nie do przekroczenia, każde wyjście wydaje się beznadziejne.  Wersje tłumaczy- kolegów po fachu też są rozbieżne. Żadne wyjście nie jest dobrym wyjściem. Tłumacz stara się wybrać mniejsze zło i wybiera według swojego uznania najlepszą wersję. Ale jeśliby wrócił do tego samego tekstu po roku prawdopodobnie inaczej  przełożyłby tekst, być może użyłby innej metody, inaczej przekazałby treści zawarte w oryginalne. W ostatecznym rozrachunku tłumacz jak każdy artysta dąży do perfekcji, zawsze twierdzi, że za mało wie, że można swój zawód wykonywać inaczej, lepiej. Jest to w pewnym sensie dobry objaw, bo nikt nie jest alfą i omegą, nikt nie wie wszystkiego. Tłumacz ma podwójnie trudne zadanie. Musi znać bardzo dobrze ojczysty język i równie dobrze język z którego lub na który tłumaczy. Przecież często nie znamy wszystkich wyrażeń, pojęć w swoim ojczystym języku i sięgamy po słownik a co dopiero mówić o obcym języku, którego nawet tłumacz uczy się całe życie. Nie sposób poznać wszystkich słówek, wyrażeń. Zawsze coś może tłumacza zaskoczyć. Tłumacz stara się posługiwać swoim językiem i językiem obcym jak najlepiej. Równocześnie poznaje swój ojczysty język i język obcy. Wiedza tłumacza staje się przeogromna, dla innych wystarczająca dla niego samego niesatysfakcjonująca.

Trudno jest stwierdzić, że tłumaczenie jest do końca złe. Może być poprawne merytorycznie i stylistycznie, może oddawać sens oryginału, może po części oddawać „atmosferę” oryginału. Tekst przetłumaczony jest nowy tekstem i jego autorem jest tłumacz, który co prawda przekazuje treści oryginalne, ale nie w ten sam sposób. Tłumacz robi to w podobny sposób. Nigdy oryginał nie będzie taki sam jak przekład. Zawsze będzie jakaś różnica.

Tłumaczenie jest bardzo twórczym, kreatywnym procesem. To prawda, że pewnych schematów można się wyuczyć, ale czasem trzeba posiadać intuicję, zdolności literackie czy tzw. lekkość pióra. Tłumacz jest autorem nowego tekstu, jest artystą, który stara się połączyć dwa światy, dwie kultury, dwa obszary językowe. Często to połączenie staje się sukcesem. Pozwala odbiorcy dowiedzieć się czegoś o tym co jest zaszyfrowane w obcym języku, a co dzięki tłumaczowi zostało przybliżone, odkodowane, wyjaśnione.

Bez wątpienia można stwierdzić, że praca tłumacza jest ciężkim kawałkiem chleba. Praca wymaga od tłumacza posiadania wielu umiejętności, wiedzy, zdolności.  Po wielu latach doświadczenia można powiedzieć, że coś się wie, ale zawsze można trafić na jakąś niewiadomą, na jakiś problem. Rozwiązywanie dylematów, pokonywanie przeszkód to chleb codzienny  w pracy tłumacza. Nawet na emeryturze tłumacz będzie patrzył krytycznym okiem na swoją „twórczość”, na cały dorobek swojego „literackiego” życia.

Advertisements

5 thoughts on “Ciężki kawałek chleba

  1. Strasznie spodobało mi się to stwierdzenie o tłumaczu, jako kreatywnym artyście. Jest bardzo prawdziwe. To prawda, że tłumaczenie wymaga często wypracowania wielu dyplomatycznych konsensusów. Tłumacz balansuje na granicy dwóch, czasami skrajnie różnych systemów i musi pamiętać, że nierzadko jedno słowo w jednym języku niekoniecznie znaczy to samo w drugim, nawet jeśli ich semantyka się pokrywa. Dlatego, że faktycznie naleciałość kulturowa jednego języka tworzy te delikatne, wyrafinowane niuanse, których przełożenie na drugi język utrudnia toporność tegoż.
    Do tego dochodzi druga rzecz, o jakiej pisałaś – sam tłumacz, który nie jest komputerowym algorytmem, tylko żywą i myślącą osobistością, która ma swoje cechy charakteru i rozwija się z czasem w pewien unikatowy sposób. Co za tym idzie – zmienia się jego wiedza, idiolekt, postrzeganie świata, a więc i innego (niż natywny) języka.
    Przy tym wszystkim wydaje mi się, że tłumacz może czuć przyjemność z wykonywanej pracy. Jeśli nie jest zbyt męcząca, a on sam siebie zadziwi wyjściami, jakie zastosuje i ich trafnością. I to też jest dobre, zważywszy na to, że nigdy nie będzie tłumacza perfekcyjnego, gdyż panujące przy tłumaczeniu warunki uniemożliwią wyselekcjonowanie jakichkolwiek kryteriów dla tego. Dlatego ciężko stwierdzić też jednoznacznie, „że tłumaczenie jest dobre”. To stąd, przy całym szacunku do dobrej pracy Polkowskiego, wielu czyta Pottera w oryginale. Analogicznie jest z Tolkienem, a nawet Kingiem, że o Biblii nie wspomne. (Biblia traci najwięcej, bo była tłumaczona przynajmniej trzy razy zanim dotarła na nasze półki).
    Pozostaje dalej się uczyć i odczuwać satysfakcję z tych wszystkich tekstów, które, dzięki pracy tłumacza, mają nowych odbiorców.

  2. To prawda, że lepiej czasem czytać coś w oryginale, bo nikt nie odda tak atmosfery tekstu jak oryginał. Nawet najlepszy tłumacz nie będzie potrafił kropka w kropka oddać wszystkiego co posiada oryginał.
    Jeśli chodzi o książki fantastyczne, fantasy to tutaj tłumacz ma jeszcze gorzej, musi przedstawić rzeczywistość przedstawioną w oryginale, musi nadać odpowiednie nazwy, które będą pasowały, które nie często oddadzą grę językową, w którą autor oryginału grał. Na temat tłumaczeń można bez końca.:)

    Btw. Nie wiedziałam, że tak dobrze orientujesz się w temacie Tłumaczy:)

  3. Po pierwsze, zbyt mocno ich szanuje, żeby się tym nie zainteresować. Po drugie, filologia polska dała mi pewną wiedzę na temat języka, która jest uniwersalna. Po trzecie, kilku moich przyjaciół pasjonuje się językami obcymi. Możesz mi wierzyć, że słyszę pasję w ich głosach, kiedy mówią mi o czymś, co udało im się przetłumaczyć i o sposobie, w jaki to zrobili. A ja na pasję w głosie jestem baaardzo wyczulona:) Ciężko jej nie odnaleźć w tekście, w którym autorka nazywa tłumacza artystą.

  4. To fakt, wiedza językowa ogólna też jest bardzo przydatna:) Ja za to wiem, że Twoją pasją jest czytanie i pisanie a to widać w każdym tekście, który stworzysz. Mam nadzieję, że kiedyś zobaczę książkę z Twoim nazwiskiem na okładce.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s