Japońskie wcielnie Cejlonki

Niniejszy post poświęcony jest książce o Cejlonce, która staje się gejszą.
Szczerze powiem, że sięgnęłam po tę pozycję głównie z ciekawości. Nigdy nic nie słyszałam o autorce ani o jej twórczości. Znalazłam tę książkę gdzieś na półce w księgarni, a ponieważ recenzja z tyłu brzmiała zachęcająco- recenzent porównał ją do powieści Arthura Golden’a „Wyznania Gejszy”– a tytuł zawierał słowo „japońska: postanowiłam ją kupić. Zakup był strzałem w dziesiątkę. Magiczny świat pochłonął mnie bez reszty.
Egzotyczna Azja została uchwycona na kartach powieści w sposób intrygujący oraz od całkiem innej strony. Do tej pory książki o orientalnym świecie Azji dotyczyły głównie Indii, bądź Japonii czy Chin. Tutaj mamy połączenie kilku kultur- jakże odmiennych: cejlońskiej, malajskiej angielskiej japońskiej,  a nawet odrobinę chińskiej.

Książka opowiada o prostej kobiecie, Parwati wydanej przez ojca za bogatego mężczyznę, która próbuje sobie zaskarbić uwagę męża. Początkowo mąż czuje się oszukany i chce ją odesłać do domu, jednak splot nieprzewidzianych wydarzeń (również dla niego) krzyżuje pierwotne plany. Parawti zostaje i zaczyna nowe życie. Czytelnik jest świadkiem momentu, w którym młoda kobieta o dobrym sercu, kochająca zwierzęta, powoli zzrzuca swój wieśniaczy kokon i przeobraża się w pięknego motyla. Bohaterka przeżywa wiele  miłych, ale i trudnych dni.
Autorka w przepiękny sposób przedstawia nam ten niepowtarzalny, uroczy świat. Z ręką na sercu można powiedzieć, że jest to powieść o namiętnościach i uczuciach, o których marzy kobieta, o emocjach przeżywanych przez młodą, odtrąconą kobietę, która z całych sił pragnie być zauważona przez swojego mężczyznę.  Jest to również historia o różnych kulturach, wojnie, przejawie rasizmu. Ponadto, książka jest świadectwem tego, iż mimo różnić między dwójką ludzi może nawiązać się pewna nić porozumienia. Nawet różnice kulturowe czy status społeczny nie są już przeszkodą.

Jedynie, co mnie niemile zaskoczyło to to, że tylko jeden rozdział był poświęcony gejszy. Spodziewałam się, że wątek będzie obszerniejszy. Uważam, że perypetie gejszy wzbogaciłyby tę historię.
Jednakże, bez wątpienia mogę polecić ją osobom, które chociaż na chwilę chcą opuścić naszą polską rzeczywistość i zachłysnąć się orientalnymi przygodami, które chcą przeżyć niesamowite chwile z niesztampową książkę w ręku.

„Japońska parasolka” Rani Manicka wyd. Albatros

Reklamy

Miasto ślepców książka i film

Już jakiś czas temu miałam przyjemność przeczytać książkę „Miasto ślepców” José Saramago oraz obejrzeć film (całkiem wiernie powielający treść książki) o tym samym tytule. Po lekturze byłam pod ogromnym wrażeniem.  Do tej pory, kiedy zobaczę okładkę tej książki od razu zaczynam rozmyślać nad jej treścią. Film również pozostawił na mnie pewne ślady, które do tej pory są obecne w moim życiu.
Książka jest fantastycznym przykładem tego jak łatwo można manipulować ludźmi, jak łatwo mieć przewagę nad słabszymi, jak łatwo instytucje wykorzystują słabość ludu.
W pewnym mieście wybucha epidemia. Każdy  mieszkaniec traci wzrok (ale co ciekawe przed oczami ma białą mgłę- białą jak mleko)- nawet, jak na ironię, niewidomym staje się okulista, który powinien strzec ludzi przed utratą wzroku. W mieście tylko jedna osoba nie utraciła wzroku; jest nią żona owego okulisty. Staję się ona łącznikiem między światem a ludźmi, których połączyła  wielka tragedia. Mimo wszystko żona okulisty, na pierwszy rzut oka jest wielką szczęściarą- bo widzi. Jednakże po lekturze ma się wrażenie, że może jednak lepiej pewnych rzeczy nie widzieć, że może lepiej stracić wzrok jak inni.
Na uwagę zasługuje sposób w jaki autor napisał powieść. Dialogi, wypowiedzi wtapiają się  w narrację. Czytelnikowi trudno określić, kto w danym momencie się wypowiada: bohater powieści czy narrator.  Jednakże nie zniechęciło mnie to, gdyż myśli przekazywane były tak niesamowicie prawdziwe, każde słowo tej powieści wydawało się być na wagę złota. Ponadto byłam i jestem pod wrażeniem opisów, obrazów wykreowanych przez autora. Obrazy są tak bardzo realistyczne i żywe, że podczas lektury powodowały u mnie dreszcze. Obrazy przedstawione w filmie są uzupełnieniem tego, co jest zawarte w tej fascynującej powieści.
Zarówno film jak książka pokazują jak tragedia wpływa na ludzi, jak ich łączy i dzieli, jak działa prawo dżungli, jak słabsi są wykorzystywani przez silniejszych, przez państwo, jak ludzka natura bywa okrutna. Dzieła te (bez wątpienia mogę powiedzieć, że są to dzieła o wielkiej wartości) również uzmysławiają czytelnikom do czego może posunąć  się jednostka by walczyć o siebie, o innych, by się bronić. Czytelnik jest  świadkiem momentu, w którym w przeciętnym człowieku budzą się zwierzęce instynkty. Tym samym z książki dowiadujemy się jak bardzo natura ludzka jest skomplikowana.
Myślę, że z uwagi na te wszystkie argumenty warto sięgnąć w wolnej chwili po tę książkę.

Literatura w spódnicy

Literatura w spódnicy czy literatura babska stała się ostatnio bardzo popularna. Fabuła jest nieskomplikowana,  czasem dowcipna z reguły o miłości, czasem zakradnie się jakiś wątek  kryminalny. W skrócie taką literaturę można nazwać komedią romantyczną tyle, że na papierze. Takie książki są lekkie, łatwe i przyjemne. Nie są wymagające, można poczytać je po ciężkim dniu wieczorem, kiedy mózg odmawia współpracy. Kiedy przewraca się ostatnią stronę takiej książki żałuje się, że to już koniec.
Półki w księgarniach uginają się od takich autorów jak: Grochola, Stec, Szwaja, Weber, etc.
„Klub Matek Swatek”, „Nigdy w życiu”.  „Klub mało używanych dziewic” czy też „Diabeł ubiera się u Prady” są to bajeczki, które zazwyczaj kopciuszka przemieniają w królewnę. Najpierw taki kopciuszek wiedzie smętne życie, potem przeżywa szereg przygód często śmiesznych i przypadkowych, a następnie poznaje czarującego księcia czy też rycerza na białym koniu i żyje długo i szczęśliwie.  Nasuwa się pytanie co jest takiego nadzwyczajnego w takiej lekturze? Każda jest podobna i wiadomo, że  na 99% zakończy się dobrze. A no to, że bardzo relaksuje, że jest optymistyczna i pozwala się oderwać od codziennych problemów, trosk, stresu. Taka literatura poprawia humor, sprawia, że nawet najbardziej parszywy nastrój pryska. A nie czarujmy się każda z nas ma takie dni w miesiącu, że potrzebuje jakiegoś antidotum na chandrę. Być może taka literatura nie jest jakaś poważna, nie niesie ze sobą jakiś nadzwyczajnych treści dydaktycznych czy prawd, nie jest specjalnie filozoficzna, nie jest nieprzewidywalna,  ale na bank jest lekarstwem na złe dni, czy też na dni kiedy towarzyszy nam choroba.