Zapożyczenia, kalki językowe zmorą dla filologów?

Język ojczysty tak samo jak język obcy jest bogactwem językowym. Mnogość słów sprawia, że jesteśmy w stanie opisać rzeczy, które pozornie wydają się być nie do opisania, ale z drugiej strony ta cecha języka staje się utrapieniem dla filologa czy tłumacza.
Najpierw postaram się poruszyć kwestię kalki językowej, a następnie skoncentruję się nad zapożyczeniami.
Kalka językowa to dosłowne odwzorowanie pojęcia z języka wyjściowego do języka docelowego. Taką kalką jest na przykład: sky-scraper po polsku drapacz chmur.  I tu pojawia się  pytanie czy przy tłumaczeniu lepiej  użyć  tej kalki językowej czy może użyć słowa „wieżowiec”? Kolejną jest angielski „come out of the closet”, czy  idealny, hiszpański odpowiednik „salir del armario”, co po polsku znaczy „wyjść z szafy”. Ale czy właśnie po polsku „wyjść z szafy” ma sens? W tym wypadku tłumacz wyrażenie „wyjść z szafy” musiałby zastąpić wyrażeniem „ujawnić swoją orientację seksualną”.  Jest to klarowniejsze dla odbiorcy.

I tutaj come out of the closet prowadzi nas do słowa coming out, które w języku polskim pojawia się w mediach, jako właśnie zapożyczenie, które odnosi się do ujawnienia swojej orientacji. Ponadto język polski posiada wiele innych zapożyczeń takich jak komputer, supermarket czy weekend. Można by się pokusić o hipotezę, że niedługo język polski będzie nafaszerowany zapożyczeniami i teksty w języku obcym nie będą już niezrozumiałe dla przeciętnego Polaka. I właśnie w takiej sytuacji zawód tłumacza będzie już zbędny, nieużyteczny. I dlaczego w języku pojawia się tak dużo zapożyczeń, wyrazów o obcym pochodzeniu? Być może jest to skutek globalizacji czy też unifikacji języka, do której dąży świat. Dla miłośników tradycji, języka ojczystego zapożyczenia są postrzegane jako zaśmiecanie języka , który powinien być wartością, wizytówką dla osoby władającej danym językiem od urodzenia. Na przykład Hiszpanie starają się, żeby ich język był czysty; i tak zamiast komputer jest el ordenador, zamiast weekend jest el fin de semana, etc. Obcojęzyczne filmy są dubbingowane. I być może  jest to słuszna postawa.  Być może tłumacze, filolodzy powinni dbać o czystość swojego ojczystego języka a co za tym idzie być językowymi tradycjonalistami, strażnikami piękna swojego języka.

Reklamy

3 thoughts on “Zapożyczenia, kalki językowe zmorą dla filologów?

  1. Nie tak dawno przyjaciel dał mi dla zabawy przetłumaczyć tekst z angielskiego na polski, który dostał do opracowania na zaliczenie na swojej anglistyce. Chciałam się sprawdzić, więc w półtorej godziny przetłumaczyłam ten tekst. Potem rzecz jasna musiałam go poprawić. Nie dlatego, że nie przełożyłam go tak, jak należy, ale dlatego, że włączyło się we mnie coś, nad czym nie potrafię zapanować – myślenie w dwóch językach naraz. Co to powodowało? Ano miałam olbrzymi problem ze stylem. Ze związkami frazeologicznymi, idiomami tak polskimi, jak i angielskimi. Ze związkami rządu i przynależności nawet. Kalkę też tam jakaś sobie potem znalazłam. To całkiem nowe doświadczenie dla mnie. I pamiętam, że z zamętu w mojej głowie zrodziła się lekka migrena. Musiałam od tekstu odpocząć i dopiero za drugim razem zrobiłam mu redakcje. A za trzecim poprawiłam przecinki.
    Co zaś się tyczy stricte kalek językowych, to zauważyłam, że niektóre nawet nie tyle dostały uzus językowy, co stały się hm… ja wiem… wizytówką? Tak to chyba trzeba nazwać. Komunikatem czytelnym dla pewnej grupy ludzi. Tak, jak to czysto branżowe z początku „wyjście z szafy”. Sama nie wiem, czy lepsza jest polska kalka, czy oryginalny angielski coming out.
    Nie wierzę, że język się kiedyś z uniwersalizuje do końca. Za dużo przenosi ładunku typowego dla danej kultury i narodowości. Natomiast co do ustawy o ochronie języka mama mieszane uczucia. Z jednej strony wiem, że czasami naprawdę można coś zastąpić polskim odpowiednikiem i nie powoduje to u nikogo skurczy. Czasami się jednak nie da. A nawet jakby się dało, to forma angielska jest krótsza – co za tym idzie zostanie poparta przez ekonomię językową. To po pierwsze. Po drugie na przykładzie zabitej kiedyś dla jej czystości łaciny wiem, że i przy kalkach językowych sam system się jakoś rozwija. A ja jestem wrogiem zatrzymywania rozwoju języka.
    Też jestem zdania, że filolog powinien być strażnikiem swojego języka. Ale nie bezmyślnym i tępym bramkarzem, który blokuje wszystko.

    • Wiesz zgadzam się, że trzeba iść z postępem, ale czasem na siłę ludzie próbują być elokwentni i używają słów obcobrzmiących by poczuć się lepiej. Chociaż osobiście uważam, że za dużo zapożyczeń jednak mimo wszystko zaciemnia tradycyjny obraz naszego ojczystego języka. Język powinien się rozwijać, ale za dużo słów żywcem ściągniętych z innego języka jednak prowadzi do uniwersalizacji.

  2. Językowcy muszą stać na straży języka. Tylko i aż tyle. Natomiast trochę więcej optymizmu co do samej natury zmian! Język podlega jednocześnie dwóm prawom: zmienności i niezmienności de Saussure’a. To pocieszające.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s