Tłumaczenia tytułów

Już od dawna nosiłam się z zamiarem napisania notki na ten temat. Zawsze fascynowała mnie kreatywność autorów czy twórców i tłumaczy jeśli chodzi o nadawanie tytułów. Jedne nawet te oryginalne tytuły są tak samo dobre jak ich tłumaczenia, drugie-natomiast- bywają totalną porażką i nijak się mają do treści książki czy filmu lub też innego dzieła. Bywa tak, że przetłumaczony tytuł jest lepszy od oryginalnego. Zawsze mnie zastanawiało co kieruje twórcą a potem tłumaczem do stworzenia takiego czy też innego tytułu?
Odnoszę wrażenie, że czasem to, co dobrze brzmi w języku obcym (wyjściowym), nie zawsze dobrze brzmi w języku docelowym.  I tak np.  tutuł książki „Time of my life” po polsku zostało „przetłumaczone” jako „Jillian Westfield wyszła za maż”. Widzimy dokładnie, że oryginalny tytuł i jego tłumaczenie nie mają ze sobą za wiele wspólnego. Widać, że tytuł polski odnosi się do treści książki i być może został tak przetłumaczony by zachęcić
( myślę, że głównie kobiety) do sięgnięcia po tę pozycję. Mówię o kobietach, bo to one zazwyczaj uwielbiają czytać o  ślubach, miłości. W tym wypadku „Czas mojego życia” byłby mało chodliwy i być może książka by nie przykuwałaby tak uwagi.
Istnieją jednak tłumaczenia, które są „identyczne” jak oryginalne. I tak „Cień wiatru” to hiszpańskie „La sombra dek viento” czy „Pijąc kawę gdzie indziej” to angielskie „Drinking coffee elsewhere”. Nie ma tu żadnej kreatywności, ale tytuły są zgodne z oryginałem i bardzo trafne.
Zdarza się, że wiernie przełożone tytuły nic na tracą na wartości, wręcz przeciwnie są tak samo interesujące. Jednak czasem okazuje się, że należy wymyślić zupełnie nowy, nie związany z oryginałem tytuł, by zyskać sobie grono czytelników.
Tak naprawdę nie ma dobrego rozwiązania co zrobić z tytułem tłumaczenia, gdyż znajdzie się zawsze jakiś przeciwnik, któremu dany przekład nie przypadnie do gustu.
Temat tłumaczeń jest zawsze otwartą kwestią i chyba nigdy nie będzie zamknięty.

Reklamy

9 thoughts on “Tłumaczenia tytułów

  1. Chyba wolę te zgodne z rzeczywistością bo np. ja chętniej sięgnęłabym do książki o tytule „czas mojego życia” niż „Jillian Westfield wyszła za maż” a to dlatego, że po – czasie mojego życia spodziewam się czegoś więcej niż ślubu i opisu życia małżeństwa….

  2. Mnie najbardziej śmieszą nieudolne tłumaczenia tytułów filmów. Przykład „Wasabi” po polsku „Hubert Zawodowiec” tylko dlatego, że gra tam ten sam aktor co w „Leonie”… a historia jest zupełnie inna. Nie wspominając o wirujących seksach :))

  3. Wiesz ja Ci mogę powiedzieć z pozycji autora (pożal się Boże). Wiem, ile wysiłku kosztuje mnie wymyślenie tytułu. W moim przypadku powinnam sobie nająć kogoś, jakiegoś fachowca, któryby za pieniądze znalazł tytuł dla moich bzdur dużych i małych. A skoro kosztuje mnie to tyle zachodu, to zmienianie mi w tłumaczeniu tytułu na inny ( i to często nie wiadomo z jakiego powodu, bo tytuł przetłumaczony nijak nie jest zachęcający marketingowo), powoduje u mnie pianę. I tu się zgadzam z Agatką. Czasami mam wrażenie, że już nie mówię, że tłumacz, bo on może mieć związane ręce, ale wydawca. Wydawca czasami chyba w ogóle nie ma pojęcia o książce, której tytuł narzuca autorowi, „bo to się sprzeda”.
    Nie zdarzyło mi się znaleźć tytuł przetłumaczony lepiej od oryginału. Ale za to wiele razy spotykałam się z tytułami, które pomimo najszczerszych chęci – tracił w tłumaczeniu. Nie unikniemy tego. To tłumaczenie. A nie oryginał. Nie możemy się oszukiwać. Możemy nosić na rękach tłumaczy-artystów, którzy wspinają się na wyżyny swojego kunsztu, żeby coś nam pokazać, o czym nie mielibyśmy pojęcia nie znając przecież języka francuskiego, hiszpańskiego, japońskiego, rosyjskiego, etc.
    Temat można by pociągnąć dalej. Do twórców list dialogowych w polskich filmach. Wierzbięta jest w końcu jeden i obsługuje tylko komedie animowane. Oraz do tłumaczy, którzy pracują nad polskimi wydawnictwami DVD. Ci to czasami powinni jeść za karę te swoje tłumaczenia. Naprawdę. Są strasznie niedbałe. A zdarzają się linijki w ogóle nie przetłumaczone. I w angielskim – ok, nie przeszkadza mi to. Rzadko na te białe literki zwracam w ogóle uwagę. Jak jest możliwość, to je wyłączam. Ale już – darujcie – w języku francuskim biegła nie jestem…
    Na koniec zostają pirackie tłumaczenia robione do filmów przez fanów. Tu już nie mogę być taka popędliwa. Bo po pierwsze obiato zazwyczaj młodzi ludzie, którzy robią to za free. Po drugie dlatego… że odeszłam od tematu… heeeeeeeh.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s