Miłość wisi w powietrzu, wielka degeneracja oraz siła mocy

Autorka: Anna Siudak
Tytuł: Lekkość zmysłów
Wydawnictwo: Warszawska Firma Wydawnicza
Wydane: 2011

Dziękuję za tomik, który otrzymałam od portalu sztukater.pl i dzięki uprzejmości Warszawskiej Firmy Wydawniczej.

Tomik nie przypadł mi do gustu, a wiersze były dla mnie nijakie. Być może nie jestem romantyczna, a może za dużo oczekiwałam od tej poezji. Jest to, jednak, bardzo subiektywna opinia postaram się znaleźć w niej coś pozytywnego, by moja niechęć do tych wierszy nie zaburzyła obiektywizmu, którym powinna cechować się ta recenzja.

Wiersze są typowo miłosne, opowiadają o  niespełnionej miłości bądź miłości, która się skończyła i nie miała okazji dotrwać happy endu. W wierszach widać, że podmiot liryczny tęskni za swoją  drugą połową, cierpi, pragnie bliskości.

Podmiot liryczny bezpośrednio, bez zbędnych zagadek,  bez trudnych metafor, które bywają niezrozumiałe dla przeciętnego odbiorcy dzieli się swoimi uczuciami i emocjami ; nie używa skomplikowanego języka. I tutaj zgodzę się z wydawcą, że  wiersze są lekkie i zmysłowe, zresztą sugeruje to sam tytuł. Temat miłości wydaje się jakby świeży, ale też pełny marzeń. Jest taki nieuchwytny, ale zarazem prawdziwy.

Polecam zakochanym, którzy szukają inspiracji dla własnej miłości. Pasjonaci poezji też coś w tym tomiku znajdą dla siebie.

Moja ocena: 4/6

Autor: Filip Surowiak
Tytuł: Wiązka
Wydawnictwo: Warszawska Firma Wydawnicza
Wydane: 2011

Dziękuję za „Wiązkę” Warszawskiej Firmie Wydawniczej i portalowi sztukater.pl.

Potok myśli, a może strumień? Zadowolenie lub rozczarowanie życiem? Akceptacja lub negacja? Uzdrowienie czy degeneracja? Istnieje wiele pytań, które nam towarzyszą, na które znamy odpowiedź lub nie. Życie, egzystencja to „twory” dość skomplikowane, na które nie posiadają jednoznacznej definicji. Ile ludzi tyle odpowiedzi. Każdy po swojemu odbiera świat i na swój sposób żyje.

„Wiązka” jest abstrakcyjnym odbiciem świata, ba nawet całkiem zepsutym. Zepsutym do szpiku kości, szokującym, wzbudzającym niesmak.  Z drugiej strony jest to odbicie dość niesztampowe i oryginalne, i niebywale filozoficzne.

O czym jest ta króciutka książeczka? Trudno powiedzieć. Jest o życiu człowieka, który wydaje się być sfrustrowany życiem, którego niewiele jest w stanie zaskoczyć, chociaż sprawa wrażenie, że jest inaczej. Główny bohater Edmund opisuje swoje doświadczenia ze światem, znajomymi, zwierzętami, narkotykami.

Książka napisana jest ostrym, ciętym językiem z odrobiną wulgaryzmów. Z drugiej strony jest to książka, która udowadnia czytelnikowi, że autor to osoba inteligenta, z poczuciem humoru (pewną dawkę tego humoru  można dostrzec w książce), oczytaną. Styl, sposób pisania i postrzegania świata przedstawiony przez autora przypomina mi książkę Piotra Czerwińskiego „Pokalanie”. Oba światy są przedstawione w pewnym krzywym zwierciadle, chociaż „Wiązka” wydaje mi się bardziej zepsuta.

Myślę, że książka odpowiednia jest dla moli książkowych, którzy chcą przeczytać coś całkowicie abstrakcyjnego, niespotykanego i jak twierdzi prof. Stanisław Bereś „zatrutego”.
Moja ocena: 5/6

 

Autorka: Katarzyna Gacek, Agnieszka Szczepańska
Tytuł: Mag i diabeł
Wydawnictwo: Funky Books
Wydane: 2010

Za książkę dziękuję portalowi sztukater.pl i wydawnictwu Funky Books.

Uwielbiam kiedy książka trzyma mnie w napięciu, kiedy przewracam stronę za stronę by dowiedzieć się, co będzie dalej.  A potem z wielkim żalem odkładam książkę na półkę i żałuję, że nie mam kolejnych części, bo pewnie już bym siedziała i je czytała. A tak, muszę się obejść smakiem.
„Mag i diabeł”  to niesamowicie wciągający kryminał, od którego nie można się oderwać. Książka trzyma czytelnika w swoich szponach i wypuszcza go dopiero, kiedy ten ostatni przewróci ostatnią stronę. Duet pisarski pani Katarzyny Gacek i Agnieszka nie zawiódł mnie, ale za to sprawił, że powieść trzymała mnie w napięciu do ostatniej kropki. A historia skończyła się tak, że nie mogę doczekać się jej dalszego ciągu.

Ktoś powie, phi kryminał. Pewnie jak zwykle będzie morderstwo i poszukiwania zbrodniarza, który dopuścił się tegoż haniebnego czynu. W istocie jest trup, jest rzeczony zbrodniarz, który sprytnie unika ujawnienia się. Ale jest też wróżka Małgorzata Trzaskoma, która pełni rolę jasnowidza, i która przy współpracy  z policją, a głównie  z komisarzem Krzysztofem Soleckim próbuje złapać przestępce, który jest niebezpieczny, przebiegły i żądny krwi, która sprawiłaby mu ogromną satysfakcję. Zbrodniarz pragnie ofiar, które wcześniej sobie upolował, by  dzięki nim się wzmocnić.

Książka napisana jest bardzo klarownym językiem, dosyć dynamicznym, co sprawia, że podczas czytania ma się wrażenia, że ogląda się film sensacyjny bądź serial kryminalny. Wyobraźnia czytelnika pracuje, obrazy płynnie przesuwają się przed oczami.

Ośmielę się tę pozycję polecić pasjonatom kryminałów, osobom, które lubią kiedy akcja toczy się szybko, a czytelnik przy ani jednym zdaniu się nie nudzi. Zapraszam do lektury.

Moja ocena: 6/6

Reklamy

Wyniszczająca patologia

Autorka: Lena Wilczyńska
Tytuł: Odwiedź mnie we śnie
Wydawnictwo: Wydawnictwo Skrzat
Wydane: 2011

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa Skrzat i portalu sztukater.pl

Czasem nawet nie wiemy ile nieszczęść jest wokoło nas, ile patologii i tragedii. Zawsze nam się wydaje, że cudze nieszczęścia nas nie dotyczą. I tak, szczerze współczujemy, ale nie zdajemy sobie do końca sprawy z tego, że też może nam się coś podobnego przytrafić. Pewne rzeczy, staramy się wyprzeć z pamięci lub próbujemy ich nie przyjmować do wiadomości, bo wydaje się nam, że ucieczka nam pomoże. Ta książka uświadomiła mi jak wiele cierpienia jest wśród nas, i że nie da się ot tak zamknąć drzwi i odseparować od świata.

Lena Wilczyńska przedstawia nam smutną, przygnębiająca rzeczywistość. Autorka opowiada nam historię o 14-letnim chłopcu, Łukaszu Maślonce, który żyje na skraju nędzy. Ma on trzech braci i jedną siostrę. Ojciec pije, matka ciężko choruje. Mieszkają w szopie, gnieżdżą się w jednej izbie. Zbierają truskawki, wiśnie by zarobić grosz, który muszą chronić przed ojcem skłonnym wydać każde pieniądze na alkohol. Rodzeństwo nie ma łatwo, a z każdym dniem jest coraz gorzej.

„Odwiedź mnie we śnie” to przejmująca książka o biedzie, patologii, marzeniach nastoletniego chłopaka, który wraz z braćmi by przeżyć musi sobie jakoś radzić nie zawsze zgodnie z prawem. Bohater klnie okrutnie, nienawidzi ojca, ale za to kocha swoją matkę i rodzeństwo.

Książka przypomina mi trochę film „Dzień świra”, ponieważ Łukasz tak samo jak Adaś Miauczyński jest sfrustrowany, przytłoczony życiem. I przerażający jest dla mnie fakt, że Łukasz Maślonka czy Adaś Miauczyński   nie są odosobnionymi przypadkami. Nawet nie zdajemy sobie sprawy, że jest wiele rodzin, które ledwo wiążą koniec z końcem, w których ojciec przepija całą wypłatę, bądź wcale nie pracuje.

Muszę przyznać, że autorka bardzo realistycznie ukazuje życie, przeciętnej patologicznej rodziny. Zmusza czytelnika do refleksji nad życiem i jego wartością, do zastanowienia się nad swoim bytowaniem. Być może lektura wzbudzi śmiech u czytelnika, ale jest to śmiech przez łzy i to bynajmniej nie ze szczęścia czy radości.

Polecam tę książkę wszystkim,  aby uzmysłowić nam, że tragedia czy patologia nie jest zjawiskiem rzadkim, i  że czasem nas- jednak-może dotyczyć. Mimo przygnębienia jakie nam ta pozycja serwuje, warto spędzić tę chwilkę, by zatrzymać się na moment i zastanowić nad swoim życiem.

Moja ocena: 5/6

Obiecany raj piekłem i saturator

Autorka: Elsa Drucaroff
Tytuł: Piekło obiecane
Wydawnictwo: DodoEditor
Wydane: 2010

Książkę miałam okazję przeczytać dzięki uprzejmości portalu sztukater.pl i wydawnictwa DodoEditor. Dziękuję.

Każdy z nas marzy o lepszym jutrze, o wyprowadzeniu się w inne lepsze miejsce, inny lepszy świat. „Wszędzie dobrze gdzie nas nie ma” to prawda znana od wieków. Zawsze jesteśmy przekonani, że gdziekolwiek byle nie tu. Okazuje się, że takie myślenie często jest bardzo zgubne. Także po tej lekturze mogę powiedzieć, że nasze marzenia są złudne.

Chciałabym się podzielić swoimi wrażeniami, emocjami po tym piekle, które zafundowała mi pani Elsa Drucaroff. Istne piekielne czeluście otworzyły się przede mną na kartach tej książki i ciągle są ze mną, mimo że ostatnia strona powieści jest już za mną.
„Piekło obiecane” jest dobrym kawałkiem literatury, który wciąga mimo swojego niełatwego i dość nieprzyjemnego tematu jakim jest antysemityzm, handel kobietami i prostytucja.

Nastoletnia dziewczyna Dina, Żydówka, która jest bardzo inteligenta i jako nieliczna z dziewcząt uczęszcza do szkoły, zostaje zgwałcona przez Polaka. Kiedy rodzice dowiadują się o tym fakcie, są zdruzgotani i wydają ją za mężczyznę, który zabiera ją ze sobą do Buenos Aires, gdzie okazuje się, że jest on sutenerem. Dina zostaje prostytutką i od tej pory jest własnością Towarzystwa „Warszawy”. Przeżywa wiele upokorzeń, próbuje sobie wmówić, że to praca jak każda inna, że sama sobie na taki los zasłużyła. Z drugiej strony chce poznać język hiszpański by móc porozumiewać się ze swoimi klientami, a może zostać burdelamamą. Pewnego dnia poznaje Szaleńca i Vittoria. Od tego momentu jej życie powoli się zmienia i Dina nie jest nawet świadoma, że kiedyś będzie im bardzo wdzięczna za troskę i oddanie.

Elsa Drucaroff to argentyńska pisarka i dziennikarka, która jak sama twierdzi jest feministką i świecką Żydówką.  Mimo to nie chce by czytelnik tam znalazł tylko feminizm czy antysemityzm, chce przekazać odbiorcy inne informacje, które nie całkiem świadomie pojawiają się w powieści. Myślę, że jej się to udaje. Powieść ma wiele wątków i każdy jest tak samo ważny. Dowiadujemy się jak skorumpowane są władze, do czego jest zdolny posunąć się człowiek by dojść do swojego upragnionego celu, jak skomplikowana jest kobieca natura. Są to tylko wybrane przykłady, można ich mnożyć więcej. Wystarczy tylko przeczytać, by odnaleźć w niej  wiele prawd, które dla każdego z nas są ważne.

Polecam ją wszystkim, którzy chcą przeczytać coś ambitnego, co zmusza odbiorcę do przemyśleń i wyciągnięcia konstruktywnych wniosków oraz wszystkim zainteresowanym literaturą iberoamerykańską.

Moja ocena: 6/6

Autorka: Magdalena Zarębska
Tytuł: Kaktus na parapecie
Wydawnictwo: Wydawnictwo Skrzat
Wydane: 2011

Książeczkę przeczytałam dzięki uprzejmości wydawnictwa Skrzat i portalu sztukater.pl

Komunizm to wielkie słowo, i mimo że urodziłam się jeszcze w komunizmie to już go nie pamiętam i polegam na doświadczeniach rodziców w tej materii. Jestem dzieckiem przełomu  w Polsce, ale jeszcze słowo komunizm coś mi mówi. Dla mojego syna to będzie totalna abstrakcja i jak za parę lat do mnie przyjdzie z pytaniem: ” Mamo, co to jest komunizm?” To wręczę mu tę niewielką książeczkę, która w bardzo przystępny sposób mu wyjaśni, co to był za okres w życiu Polski. I tu jeszcze nasuwa mi się anegdota, która bardzo dobrze komponuje się z tematem.

Kiedyś moja kilkuletnia siostra zapytała mnie czy jak byłam mała to też miałam taki komputer (zabawkę dla dzieci). Powiedziałam jej, że nie, bo nie było takich zabawek. Na co moja siostra popatrzyła na mnie jakbym jej opowiadała jakieś banialuki i powiedziała, że miałam. No i jak tu powiedzieć jej, że to były takie czasy kiedy nic nie było? I tu właśnie wtedy przydałaby mi się ta książka, która by moją siostrę- dziecko techniki uświadomiła, że wtedy mało kto miał kolorowy telewizor, a komputer był wielki i zajmował całe pomieszczenie.

„Kaktus na parapecie” to bardzo przystępne kompendium wiedzy o komunizmie, który dla nas młodych istnieje tylko już na kartach historii, ale o którym nasi rodzice, dziadkowie czy nawet trzydziestolatkowie ciągle pamiętają.

Mikołaj, z czwartej klasy żyje w bogatej rodzinie. Ma wszystko, co tylko mu się zamarzy: komputer, iPod. Co roku wyjeżdża na wakacje za granicę, chodzi na lekcje prywatne. Życie jak w Madrycie. Nagle Mikołaj przenosi się w czasie do roku 1979 . Nie może się tam odnaleźć. Na ulicy można dostać wodę sodową z przepłukanych szklanek, nie ma zmywarek, nie ma stu programów telewizyjnych, ale za to ludzie są jakby szczęśliwsi i wolni od trosk. Być może w sklepach nie było za wiele, ale jak już było to było długie stanie w kolejkach, ale nikt się tym nie przejmował. W kolejkach toczyły się rozmowy a czasem kłótnie. Dla małego Mikołaja  było nie do pomyślenia, że żeby kupić spodnie trzeba spędzić wiele godzin w kolejce. W jego czasach, z których pochodził po prostu się szło do sklepu i kupowało niezbędne rzeczy.

Te  abstrakcyjne czasy, dla nas młodych i dla naszych dzieci,  mogą do nas powrócić na kartach tej opowieści. Autorka posługuje się prostym , zrozumiałym językiem co sprawia, że książkę czyta się bardzo szybko i  żałuje, że ta historia dobiegła końca. Ale mimo tego, że jest  taka króciutka, zapraszam wszystkich do lektury; i tych starszych i tych młodych i nawet tych najmłodszych. |

Moja ocena: 6/6