Autor contra tłumacz

Każdemu zdarza się- kto czyta- przeczytać książkę w przekładzie. Niewielu czyta w oryginale, bo wiadomo, że w ojczystym języku lekturę przyswaja się  łatwiej.
I tak przychodzi mi na myśl następujący przykład:
Jest sobie czytelnik X i piszę on recenzję lub dzieli się z drugą osobą wrażeniami po lekturze pewnej  powieści pisarki Y, której język natywny jest inny język niż język czytelnika X. Jednak czytelnik X opowiadając o lekturze, twierdzi, że pisarka Y, piszę fantastycznie, łatwym przyjemnym językiem, i być może tak w rzeczywistości jest. Nie mniej jednak tutaj hołd należy się tłumaczowi Z, który dokonał rzeczy niemożliwej a zarazem możliwej, bo przełożył utwór, który jest przyjazny dla czytelnika w odbiorze.  Chociaż, aby przekonać się jakim językiem posługuje się twórca trzeba by było sięgnąć do oryginału. Być może autorka nudzi, a tłumacz sprawił, że książkę się da przełknąć, a być może autorka pisze fenomenalnie, a tłumacz zawinił i lektura jest ciężka w odbiorze, a być może oryginał równa się tłumaczeniu, a w sumie to odwrotnie: tłumaczenie równa się oryginałowi. Tutaj, jednak, trudno być aż tak surowym, bo czasem nie da się oddać wszystkich cech języka wyjściowego w języku docelowym. Wynika to ze specyfiki języka docelowego, a także wyjściowego. Czasem pewne rzeczy tracą na wartości w tłumaczeniu i to wcale nie oznacza, że tłumacz był zły.
Sama nieraz się łapie, że czytam coś w przekładzie i myślę sobie, że całkiem dobrze się to czyta, nie jest za trudne i można to  zrozumieć. Myślę, nieźle pisze ta Pani Y. Dopiero do mnie później dociera, że to przecież również zasługa tłumacza, że ta książka jest strawna albo nawet bardzo strawna.
Mogłabym pewnie napisać epopeję  na ten temat, ale tak w sumie to chciałam tylko zasygnalizować problem, być może da ten post komuś do myślenia.

Życzę wszystkim tłumaczom, by ich przekłady (szczególnie te literackie) były udane. I ciągle trochę zazdroszczę im tej lekkości pióra i gibkości języka. Być może kiedyś mnie będzie dane dokonać tego, co im się udało.

Reklamy

6 thoughts on “Autor contra tłumacz

  1. Oj, święta prawda. Mało kto (nawet tłumacz) czytając tłumaczoną książkę pamięta, kto tak naprawdę jest autorem czytanych słów. Nie książki, a słów właśnie.
    Jako Twoja koleżanka po fachu zostaję tu na dłużej, pozdrawiam 🙂

  2. Ja płodzę ze względu na miejsce pracy bardziej logistyczno-transportowe niż piękne, ale cóż, każdy gdzieś zaczynał 😉

    A zapraszam, zapraszam 🙂

  3. Wspaniale, że ktoś pisze więcej o procesie tłumaczenia i roli tłumacza, bo to postać zdecydowanie za bardzo pozostająca w cieniu. Dla wielu czytelników tłumacz właściwie nie istnieje, jak czyta się recenzje, można odnieść wrażenie, że pół świata pisze po polsku.

    • Też czasem takie właśnie odnoszę wrażenie:) To prawda tłumacze nie są doceniani i szkoda, że nie tak łatwo ludzi przekonać, że to też jest ciężka praca. Pozdrawiam.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s