Obiecany raj piekłem i saturator

Autorka: Elsa Drucaroff
Tytuł: Piekło obiecane
Wydawnictwo: DodoEditor
Wydane: 2010

Książkę miałam okazję przeczytać dzięki uprzejmości portalu sztukater.pl i wydawnictwa DodoEditor. Dziękuję.

Każdy z nas marzy o lepszym jutrze, o wyprowadzeniu się w inne lepsze miejsce, inny lepszy świat. „Wszędzie dobrze gdzie nas nie ma” to prawda znana od wieków. Zawsze jesteśmy przekonani, że gdziekolwiek byle nie tu. Okazuje się, że takie myślenie często jest bardzo zgubne. Także po tej lekturze mogę powiedzieć, że nasze marzenia są złudne.

Chciałabym się podzielić swoimi wrażeniami, emocjami po tym piekle, które zafundowała mi pani Elsa Drucaroff. Istne piekielne czeluście otworzyły się przede mną na kartach tej książki i ciągle są ze mną, mimo że ostatnia strona powieści jest już za mną.
„Piekło obiecane” jest dobrym kawałkiem literatury, który wciąga mimo swojego niełatwego i dość nieprzyjemnego tematu jakim jest antysemityzm, handel kobietami i prostytucja.

Nastoletnia dziewczyna Dina, Żydówka, która jest bardzo inteligenta i jako nieliczna z dziewcząt uczęszcza do szkoły, zostaje zgwałcona przez Polaka. Kiedy rodzice dowiadują się o tym fakcie, są zdruzgotani i wydają ją za mężczyznę, który zabiera ją ze sobą do Buenos Aires, gdzie okazuje się, że jest on sutenerem. Dina zostaje prostytutką i od tej pory jest własnością Towarzystwa „Warszawy”. Przeżywa wiele upokorzeń, próbuje sobie wmówić, że to praca jak każda inna, że sama sobie na taki los zasłużyła. Z drugiej strony chce poznać język hiszpański by móc porozumiewać się ze swoimi klientami, a może zostać burdelamamą. Pewnego dnia poznaje Szaleńca i Vittoria. Od tego momentu jej życie powoli się zmienia i Dina nie jest nawet świadoma, że kiedyś będzie im bardzo wdzięczna za troskę i oddanie.

Elsa Drucaroff to argentyńska pisarka i dziennikarka, która jak sama twierdzi jest feministką i świecką Żydówką.  Mimo to nie chce by czytelnik tam znalazł tylko feminizm czy antysemityzm, chce przekazać odbiorcy inne informacje, które nie całkiem świadomie pojawiają się w powieści. Myślę, że jej się to udaje. Powieść ma wiele wątków i każdy jest tak samo ważny. Dowiadujemy się jak skorumpowane są władze, do czego jest zdolny posunąć się człowiek by dojść do swojego upragnionego celu, jak skomplikowana jest kobieca natura. Są to tylko wybrane przykłady, można ich mnożyć więcej. Wystarczy tylko przeczytać, by odnaleźć w niej  wiele prawd, które dla każdego z nas są ważne.

Polecam ją wszystkim, którzy chcą przeczytać coś ambitnego, co zmusza odbiorcę do przemyśleń i wyciągnięcia konstruktywnych wniosków oraz wszystkim zainteresowanym literaturą iberoamerykańską.

Moja ocena: 6/6

Autorka: Magdalena Zarębska
Tytuł: Kaktus na parapecie
Wydawnictwo: Wydawnictwo Skrzat
Wydane: 2011

Książeczkę przeczytałam dzięki uprzejmości wydawnictwa Skrzat i portalu sztukater.pl

Komunizm to wielkie słowo, i mimo że urodziłam się jeszcze w komunizmie to już go nie pamiętam i polegam na doświadczeniach rodziców w tej materii. Jestem dzieckiem przełomu  w Polsce, ale jeszcze słowo komunizm coś mi mówi. Dla mojego syna to będzie totalna abstrakcja i jak za parę lat do mnie przyjdzie z pytaniem: ” Mamo, co to jest komunizm?” To wręczę mu tę niewielką książeczkę, która w bardzo przystępny sposób mu wyjaśni, co to był za okres w życiu Polski. I tu jeszcze nasuwa mi się anegdota, która bardzo dobrze komponuje się z tematem.

Kiedyś moja kilkuletnia siostra zapytała mnie czy jak byłam mała to też miałam taki komputer (zabawkę dla dzieci). Powiedziałam jej, że nie, bo nie było takich zabawek. Na co moja siostra popatrzyła na mnie jakbym jej opowiadała jakieś banialuki i powiedziała, że miałam. No i jak tu powiedzieć jej, że to były takie czasy kiedy nic nie było? I tu właśnie wtedy przydałaby mi się ta książka, która by moją siostrę- dziecko techniki uświadomiła, że wtedy mało kto miał kolorowy telewizor, a komputer był wielki i zajmował całe pomieszczenie.

„Kaktus na parapecie” to bardzo przystępne kompendium wiedzy o komunizmie, który dla nas młodych istnieje tylko już na kartach historii, ale o którym nasi rodzice, dziadkowie czy nawet trzydziestolatkowie ciągle pamiętają.

Mikołaj, z czwartej klasy żyje w bogatej rodzinie. Ma wszystko, co tylko mu się zamarzy: komputer, iPod. Co roku wyjeżdża na wakacje za granicę, chodzi na lekcje prywatne. Życie jak w Madrycie. Nagle Mikołaj przenosi się w czasie do roku 1979 . Nie może się tam odnaleźć. Na ulicy można dostać wodę sodową z przepłukanych szklanek, nie ma zmywarek, nie ma stu programów telewizyjnych, ale za to ludzie są jakby szczęśliwsi i wolni od trosk. Być może w sklepach nie było za wiele, ale jak już było to było długie stanie w kolejkach, ale nikt się tym nie przejmował. W kolejkach toczyły się rozmowy a czasem kłótnie. Dla małego Mikołaja  było nie do pomyślenia, że żeby kupić spodnie trzeba spędzić wiele godzin w kolejce. W jego czasach, z których pochodził po prostu się szło do sklepu i kupowało niezbędne rzeczy.

Te  abstrakcyjne czasy, dla nas młodych i dla naszych dzieci,  mogą do nas powrócić na kartach tej opowieści. Autorka posługuje się prostym , zrozumiałym językiem co sprawia, że książkę czyta się bardzo szybko i  żałuje, że ta historia dobiegła końca. Ale mimo tego, że jest  taka króciutka, zapraszam wszystkich do lektury; i tych starszych i tych młodych i nawet tych najmłodszych. |

Moja ocena: 6/6


Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s