W obliczu śmierci

RECENZJA BIERZE UDZIAŁ W KONKURSIE ZORGANIZOWANYM PRZEZ SERWIS ZBRODNIA W BIBLIOTECE KLIK

Ach ten kryminał angielski. Zawsze ma niepowtarzalny klimat, z którym nie wiem czy można konkurować. Według mnie, angielski kryminał  jest jedyny w swoim rodzaju i zawsze mnie kusi, kusi do samego końca.
Tak tym razem kusi mnie śmiercią. Nie jedną, a wieloma.  Nęci mnie miłością, kłamstwem, tajemnicą i ciężkim śledztwem. To książka, która nie pozwalała mi odjeść od siebie. Chciałam wraz z funkcjonariuszami rozwikłać zagadkę śmierci, które pojawiły się na kartach książki.
Dzięki ” Śmierci w przebraniu” miałam okazję poznać nieocenionego nadinspektora Barnaby, którego znałam wcześniej z serialu Morderstwa w Midsomer oraz jego partnera Troya. Tym razem policjanci muszą się zmierzyć, ze śmiercią osoby z dworu  Golden Windhorse znajdującym się  na angielskiej wsi Campton Dando. Prawdopodobnie było to zabójstwo. Ktoś był niezadowolony z religii, rządów we wspólnocie. Może to był  jednak tylko przypadek? Tego wszystkiego próbuje dowiedzieć się nadinspektor Barnaby.  Kiedy ma wrażenie, że jego układanka powoli zaczyna stanowić całość, pojawia się inna informacja, która burzy logikę śledztwa. I tym samym poszukiwania winnego należy zacząć od nowa. Do samego końca trzymałam kciuki. Nie zawiodłam się, gdyż po spektakularnym śledztwie, Barnaby i Troy rozwikłali zagadkę  i dowiedzieli, co tak naprawdę działo się we dworze, gdzie działa sekta.
Bez wątpienia kryminał czytało mi się fantastycznie. Bardzo mi się podobały odniesienia do życia prywatnego nadinspektora Barnaby, gdyż przedstawiony obraz funkcjonariusza był dzięki temu prawdziwy. Jak każdy posiadł rodzinę, dziecko. Autorka pokazuje również specyfikę pracy nadinspektora.  Kiedy  Barnaby dostaje telefon z pracy, ożywia się momentalnie i biegnie by rozwikłać kolejną zagadkę, którą postawiło przed nim życie. Nie jest ważne czy jest to urodzinowo- zaręczynowa kolacja jego córki czy rodzinny obiad. Nadinspektor musi stawić czoła nowemu wyzwaniu, niezależnie od tego czy jego rodzina jest z tego zadowolona czy też nie.
Wątki miłosne, które zostały wplecione w fabułę nie są nachalne. Są, bo są, ale nie przytłaczają całej akcji czy śledztwa. Wątki te są subtelne i tylko nadają barw życiu bohaterów.
I ostatnia rzecz, która niesamowicie mi się podobała to, przedstawiony obraz działalności wspólnoty, a dosadniej ujmując to działalności sekty.  Każdy miał swoje zadanie w sekcie i obowiązki. Ktoś musiał wydoić kozę, inny zająć się ogrodem a jeszcze inny ugotować obiad. Przednio się bawiłam, kiedy policjanci rozmawiają z członkami wspólnoty, mając wrażenie, że są to osoby, które żyją w totalnie innym, nierealnym świecie. Mieszkańcy tego dworu sprawiali wrażenie  chorych umysłowo. Były to jedynie oznaki ich ogromnej wiary w ich  wspólnotę, jej ideologię i Mistrza.
Bez przeszkód mogę tę książkę polecić wszystkim miłośnikom kryminałów angielskich i i nie tylko. Życzę długich  i przyjemnych godzin czytania !

„Śmierć w przebraniu” Caroline  Graham, wyd. GWP


Reklamy

Włos się jeży na głowie

Autorka: Marek Gaszyński
Tytuł: Teoria zbrodni uprawnionej
Wydawnictwo: Nowy świat
Wydane: 2011

Książkę do recenzji otrzymałam od wydawnictwa Nowy Świat,  za co serdecznie dziękuję.

Biorąc książkę do ręki zastanawiałam się czy zbrodnia może być w jakiś sposób uprawniona. Od początku brzmiało to dla mnie jak oksymoron. Zbrodnia nigdy nie jest uzasadniona, chociaż mordercy wydaje się, że mimo wszystko miał prawo tak postąpić. Zbrodnia sprawia, że sprawca znajduje setki tłumaczeń, że postąpił słusznie, i że wcale nie jest takim draniem. Znowu w  ofierze zbrodnia budzi chęć zemsty, która także może być uprawniona i w pełni uzasadniona. Emocje, dylematy, gonitwa myśli, uzasadnienia swoi czynów. Po lekturze takie słowa kłębią  mi się po głowie.
„Teoria zbrodni uprawnionej” to powieść o dwóch postaciach odgrywających kluczową rolę w tej kryminalnej zagadce. O profesorze z bezpieki, który nie cofnie się przed niczym i o młodym chłopaku po przejściach, który po ciężkim pobiciu musi zacząć życie od nowa. Pierwszy boryka się ze swoją winią czy nie-winą, drugi z pragnieniem zemsty. Żaden nie jest szczęśliwy. Każdy na swój sposób przeżywa katusze. Młody student polonistyki w dzień swojego ślubu zostaje porwany i pobity tak, że traci pamięć. Natomiast profesor żeni się z byłą narzeczoną studenta, która daje mu dwójkę dzieci. Profesor, który od lat jest wielkim zbrodniarzem wcale nie jest szczęśliwy, chociaż przekonuje sam siebie, że wcale nie jest mu tak źle. Student, natomiast, po wielu latach od tragedii, próbuje odkryć, kto tak naprawdę krył się za jego wielką zmianą w życiu.
Bardzo podobało mi się w książce to, że jako czytelnik mogłam cofnąć w do czasów komuny, które ja osobiście znam tylko z opowiadań ewentualnie z książek z historii, gdyż nie pamiętam tego okresu. Kiedy czasy komuny się kończyły ja się dopiero urodziłam. Jednak lektura mnie nie zawiodła, bo  z przyjemnością czytałam o abstrakcyjnych jak na obecną chwilę momentach polskiego społeczeństwa. W sklepach brakowało podstawowych produktów, studia odbywały się zgodnie z  zasadami komunizmu, aparat administracyjny na wszystkim „trzymał łapę”. Nie było wolności słowa, każdy musiał być wierny ideologii socjalistycznej. Kiedy było inaczej to stawał się wrogiem państwowym numer jeden i coś z nim trzeba było zrobić.  I tutaj UB  miało wielkie pole do popisu. Chociaż, dla mnie działalność UB przedstawiona w książce budziła ogromny sprzeciw i zbulwersowanie. Nie mogłam pogodzić się, że w tak okrutny sposób można traktować ludzi: poniżać, bić. I tak to prawda włos jeży mi się na głowie, kiedy pomyślę do czego może się posunąć człowiek i kiedy dochodzi do mnie jak potężne i długie potrafią być macki aparatu bezpieczeństwa i wywiadu.
Jeśli macie ochotę na książkę, która nie jest łatwa, która traktuje o indoktrynacji, o komunie i zakłamaniu, to ją Wam polecam, bo warto. Miłej lektury!

Moja ocena: 5/6

Okładka pochodzi od wydawnictwa Nowy Świat.

Dlaczego?

Ostatnio zastanawiam się dlaczego wybrałam studia tłumaczeniowe, dlaczego nie zwykłą filologię i nie zostałam nauczycielem z powołania czy też bez powołania? Dlaczego nie poszłam na medycynę, albo na prawo? A może na lewo?
Kiedy mamy te naście lat i przed nami jest ciężka decyzja do podjęcia. Kończąc liceum co drugi uczeń ma problem z określeniem swoich planów na przyszłość. Tak naprawdę nie wiemy  decyzja, którą zamierzamy podjąć lub akurat już podjęliśmy jest słuszna.
W wielu przypadkach okazuje się, że wybór był nietrafiony, a marzenia o spokojnej przyszłości bez problemów dawno prysnęły.  Są jednak wśród nas szczęśliwcy, którzy robią to co lubią, czerpią z tego korzyści zarówno mentalne jak i finansowe.
Ja mimo wszystkich za i przeciw lubię tłumaczenia i zabawę słowem. Być może bycie humanistą w dużej mierze zapewnia Ci bycie na bezrobotnym to jednak innej decyzji bym nie podjęła. Dlatego dalej będą zatwardziałą humanistką, która lubi tłumaczyć, i która uwielbia słowo pisane. A bez książek nie wyobraża sobie życia.