Rozterki tłumaczy literatury

Przeczytałam artykuł o Murakamim w przekładzie. Tłumacze książek znanego pisarza japońskiego wypowiadają się na temat swoich wrażeń, dylematów, których doświadczają podczas przekładania.
I okazało się, że każdemu tłumaczowi inne rzeczy sprawiały trudność. Dla jednych coś było oczywiste, dla innych już niekoniecznie. Każdy inaczej odbiera prozę Murakamiego i co za tym idzie inaczej tłumaczy jego dzieła. Jednak ta zależność może odnosić się do innych autorów literatury, nie tylko Muarakamiego. Co głowa to inny pomysł. Zapewne gdybyśmy dali tę samą książkę do przetłumaczenia kilku tłumaczom, każdy zrobiłby inaczej.
Ja moi czytelnicy odsyłam Was do artykułu, oczywiście jeśli tłumaczenia literackie są dla Was interesującym zagadnieniem. Miłej lektury!

Reklamy

Niezawodny Harry

Wciąga, no wciąga jak diabli. Nie można przerwać czytania. Czwarty tom za mną, teraz czas na następny. Nie ma co się ociągać, koniecznie muszę się dowiedzieć, co będzie dalej.
Nie wiem nawet kiedy,  a ponad 700 stron przemknęło. Kiedy przewróciłam ostatnią stronę, zdziwiłam się, że to już koniec.  Jeszcze się nie martwię, bo trzy tomy przede mną, ale jak wszystkie przeczytam to będę chciała więcej.
W  „Czarze Ognia” przyjaźń zwycięża po raz kolejny. Nie ma takiej siły, która mogłaby je zniszczyć.  Żaden artykuł w gazecie dla czarodziejów, żadne plotki.  Harry musi zmierzyć się z niebezpieczeństwem, które  na niego czyha, na każdym kroku. Czy i jak sobie z nim poradzi  to pozostawiam Wam do sprawdzenia. Po co Wam psuć całą zabawę. Ci co czytali wiedzą o czym mówię.
Harry Potter to dla mnie magia i na zawsze już tak pozostanie. Dzięki niemu zapominam o bożym świecie i swoich problemach. Nie pozostaje mi nic innego tylko dalej śledzić losy  tym razem już nastoletniego czarodzieja.

„Harry Potter  i Czara Ognia” J.K. Rowling, wyd. Media Rodzina

Tłumaczenie nazw wlasnych

Dawno nic nie było o tłumaczeniach, toteż skruszona wielce spieszę i biegnę do Was moich kochani, z nową porcyjką informacji, spostrzeżeń i myśli na temat tłumaczenia nazw.

Nazwy to dość rozległy temat. Co zrobić jeśli takowa się pojawi? Tłumaczyć zostawić w oryginale? Napisać oryginalną w nawiasie pokusić się o tłumaczenie, bądź zrobić na dole przypis? A może kierować się intuicją i zrobić to, co każe serce?
Tyle pytań i mnóstwo odpowiedzi.

To może tak mamy sobie nazwę. Patrzymy do tekstów paralelnych, czyli analogicznych, o takiej samej bądź podobnej tematyce  z tymże, w języku docelowym, czyli w którym powstanie  tłumaczony tekst. Sprawdzamy tzw. uzus. Innymi słowy, próbujemy się jaki jest zwyczaj, utarta praktyka. Czy daną nazwę tłumaczymy, czy zostawiamy tak jak jest.   Jeśli znaleźliśmy odpowiedź to super.  Możemy tłumaczyć dalej. Czasem zostawiamy  nazwę tak jak jest, ale dodajemy jeszcze wyraz, który nam daje obraz, czego ta nazwa dotyczy.  Dróg wiele, ale tłumacz musi podjąć jakąś decyzję, która wcale nie jest taka łatwa.
I tak np. mamy polski Nowy Jork, ale angielski New York, bądź polski Waszyngton, a angielski Washington, mamy też polskie Chicago i angielskie Chicago, mamy  polskie jezioro Michigan  i angielskie Lake Michigan, polskie Hudson i angielskie Hudson River.

To są tylko drobne przykłady i garstka tego, na co można napotkać podczas przekładu.