Kiedy miłość doskwiera…

Autorka: Lucy Dillon
Tytuł: Spacer po szczęście
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Wydane: październik 2011

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości wydawnictwa Prószyński i S-ka.

To kolejna lektura, do której podchodzę bardzo emocjonalnie. Powieść totalnie mnie urzekła, całkowicie pożarła i zawładnęła. Wzruszyła mnie, rozśmieszyła i rozgrzała moje serce. Rozbudziła nadzieję, że jednak ludzie są silni i mimo wielu ciężkich chwil potrafią zawalczyć o siebie i swoje szczęście. Jest to książka dla wrażliwych i o wrażliwych, dla tych, którzy kochają zwierzęta, i którzy nie wyobrażają sobie życia bez swojej drugiej połówki.
W gruncie rzeczy Lucy Dillon porusza temat, który jest trudny, smutny i chwytający za serce. 32-letnia Juliet Falconer  zostaje wdową. Nie  może pogodzić się z utratą swojego ukochanego męża. Rodzice i siostra próbują wypełnić tę ogromną pustkę. Początkowo z marnym skutkiem. Jednak z czasem Juliet zbiera się i zaczyna żyć po swojemu, bez ukochanego męża z którym dzieliła życie, z którym spędzała każdy dzień. Jej środkiem na samotność stało się wyprowadzanie psów. Zaczęła od  Mintona, potem wyprowadzała Coco- psa swojej matki, by następnie zająć się pupilami osób z sąsiedztwa i nie tylko.  Dzięki codziennym spacerom wyciszyła się, oczyszczała swoje krwawiące serce. Czy ktoś będzie wstanie zastąpić  Juliet jej męża? Czy jej serce otworzy się na innych?  Sprawdźcie sami!
Niemniej jednak nie da się powiedzieć jednym zdaniem czym mnie uwiodła ta powieść i ta autorka.  Ta ciepła powieść wprowadziła  mnie w miły nastrój, który nawet po kilku godzinach ciągle we mnie tkwi. Dzięki tej książce poczułam magię świąt Bożego Narodzenia, zapach  słodkich wypieków świeżo wyciągniętych z pieca, chociaż dopiero mamy listopad.  Czytając wzdychałam, że na święta jeszcze musimy troszkę poczekać, ale jeśli będą tak bajkowe jak te w książce, to jestem skłonna wytrzymać jeszcze trochę.
Wraz z główną bohaterką przeżyłam śmierć jej męża. I nawet  dzięki tej książce kolejny raz do mnie dotarło, że życie bywa czasem krótkie, a na pewno nieprzewidywalne. Według mnie autorka poradziła sobie świetnie z opisaniem uczuć młodej kobiety, która traci miłość swojego życia. Jest to ciężkie przeżycie, które potrafi wstrząsnąć tymi  nawet najbardziej gruboskórnymi, dla których miłość  nie jest całym życiem. Ale co by nie mówić, przyzwyczajamy się do tej drugiej osoby, i kiedy jej akurat zabraknie mamy wyrzuty sumienia, że nie mówiliśmy jej za często jak bardzo ją kochamy. Jednak na takie wyznanie jest już wtedy za późno.

Cóż więcej mogę powiedzieć, oprócz tego że jestem zachwycona? Jest to fantastyczna powieść na długie zimowe wieczory, kiedy łapie nas chandra, którą w stanie są zwalczyć piękne historie i ciepła zielona herbata oraz kostka czekolady (może nawet nie kostka, a cała tabliczka). Ta książka zastąpiła mi czekoladę i herbatę. Wspaniale spełniła swoje zadanie i rozchmurzyła moją jesienno-zimową duszą. Jednym słowem bez zbędnego przedłużania: Polecam!

P.S. Pewnie skuszę się na „Psy, Rachel i cała reszta”, bo zapewne warto.

 

 

Moja ocena: 6/6


Reklamy

6 thoughts on “Kiedy miłość doskwiera…

  1. Oj to muszę poszukać, bo święta, bo pieski, bo o kobieta taka obolała (niczego się więcej nie boję jak utraty kogoś bliskiego), idę zobaczyć okładkę. Dlaczego ich nie umieszczasz u siebie, nie lubisz?

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s