Kolorowe „Służące” na ekranie

Poszłam za ciosem i wczoraj obejrzałam „Służące” na kolorowym ekranie zajadając się słodkościami, bo przecież święta.
Jako że byłam świeżo po lekturze, łatwiej było mi wyłapać różnice.  Nie chcę Wam opowiadać o czym był film i jakie różnice znalazłam, bo to nie jest żadna naukowa rozprawa. Chciałabym tylko podzielić się z Wami moim odczuciami.
Po pierwsze film oglądało mi się dobrze, równie dobrze jak czytało mi się książkę. Co było dla mnie nieoczekiwane to to, że  podobnie wyobrażałam sobie postaci. Rzadko mi się zdarza, żeby odczucia tego, co przeczytałam były zbieżne z filmem.
Tym razem „Służące” filmowe spełniły moje oczekiwania, które przed nimi postawiły moje wrażenia z książki. Obsada w pełni podołała zadaniu,  a reżyser historię Kathryn Stockett zaadaptował  całkiem zgrabnie. Ogólne wrażenie jest zdecydowanie bardzo podobne, nawet jednakowe, do tych książkowych (mimo różnic). Jednak to nie zmienia wiele. Film przekazuje nam to samo, co autorka chciała nam powiedzieć w swojej powieści; dowiadujemy się jakie życie wiodły kolorowe służące w stanie Missisipie w latach 60.
Hilly, jedna z postaci, drażniła mnie tak samo jak w książce. Tam gdzie książka mnie wzruszyła, podobnie podziałał na mnie kolorowy ekran. Książka nie była cukierkowa i ckliwa, film też nie był przesłodzony. Dla mnie wszystko było w sam raz i zapewne sięgnę po kolejne powieści tej pani, a jeśli na ich podstawie zostanie nakręcony film to również nie omieszkam go obejrzeć.
Jednym słowem obie pozycje polecam, bo zapewnią Wam przyjemne chwile.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s