Ekologiczne dziecko ekologiczni rodzice

Autorzy: Izabela Górnicka- Zdziech, Paweł Chrzanowski
Tytuł: Coś z niczego Ekozabawy dla małych i dużych
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Wydane:  marzec 2012

Za książkę dziękuję Wydawnictwu Prószyński i S-ka.

Nie raz, nie dwa widzimy, że nasze dziecko się nudzi. Snuje się po domu, nie robi nic konkretnego. Jęki, stękania, i rozpaczliwe stwierdzenie: nudzę się dobiegają do uszu dorosłych. I chyba właśnie znalazłam remedium na tę wszędobylską nudę. Jest nią niewielka książeczka o ekozabawach. Zachęci Was i Wasze pociechy do tworzeniach niebanalnych prac artystycznych.

Pozwoli maluchowi rozwinąć wyobraźnię. Spełnić kreatywnie czas. Namawia  rodziców i  dzieci do wykorzystywania materiałów, które z reguły wyrzucamy, bo nie są nam potrzebne.  Tymczasem okazuje się, że można je wykorzystać zapewniając sobie i dziecku świetną zabawę- zarówno z zaciszu domowym, jak i na zielonej trawie.

Ogromnym plusem tej propozycji są ekotropy (ciekawostki i rady), które propagują ekologiczny tryb życia i uczą dobrych „zielonych” zachowań. Uświadamia nam ile drzew ginie, ile papieru marnotrawimy.  W dobie wysoko rozwiniętego postępu technicznego możemy  ograniczyć drukowanie setek stron. Przecież dane możemy przechowywać na dyskach, w komputerze. Autorzy instruują Nas, że warto wyłączać sprzęt, z którego w danej chwili nie korzystamy. A złotych rad jest w niej dużo więcej.
Jak dla mnie pomysł na książkę przedni. Sama zauważyłam, że takie rzeczy jak butelki, kartony czy ulotki sprawiają  mojemu szkrabowi dużo większą frajdę niż drogie zabawki. Warto skorzystać tego, co dają nam nasze cztery kąty. Moim  faworytem jest wąż ogrodowy z plastikowych butelek, puzzle z ulotek, ręcznie malowane ekotorby, domek i rekinarium z pudełek. Zapewne każdy z Was polubi inne zabawy.  A może ta książka zainspiruje Was, pokażę drogę i wymyślicie swoje własne zabawy?

Jest to super książka, dla wszystkich tych, co cierpią na brak pomysłu, dla rodziców, dzieci, dziadków, pań przedszkolu, nauczycieli plastyki. W nieskomplikowany sposób, łatwy dla dzieci  sposób książka urozmaici wolny czas.

Polecam jest to strzał w dziesiątkę. Zamiast  ponurych, monotonnych  dni w Waszych  domach zagości paleta barw i moc kreatywności. Miłej zabawy.

Moja ocena: 6/6

Koszmaru ciąg dalszy

Autorka: Viriginia C. Andrews
Tytuł: Płatki na wietrze
Wydawnictwo: Świat Książki
Wydane: maj 2012

Konkurs ze Światem Książki. Serdecznie dziękuję za egzemplarz recenzencki wydawnictwu Świat Książki.
Recenzja przedpremierowa

Co zrobić kiedy zemsta przysłania nam  oczy, przeszłość drepcze po piętach,  życie wymyka się spod kontroli,  a oddech  wydarzeń sprzed ponad trzech lat wyczuwalny na karku  świszczy przeraźliwie w uszach jak melodia z horroru? To pytania, na które nie ma dobrej odpowiedzi. Z takimi problemami próbowała sobie poradzić pisarka Virginia C. Andrews i muszę przyznać, że całkiem nieźle podołała temu zadaniu, dając nam wyczerpującą interpretację stanowiącą odpowiedzi na nurtujące nas pytania.

Tym razem znowu spotykamy  się z dobrze nam znanymi  bohaterami z pierwszej części cyklu: z Chrisem, Cathy i Carrie. W  końcu po wielu latach niewoli rodzeństwo Dollangangerów ucieka ze znienawidzonego poddasza domu.  Chris i Cathy-  na nowo- starają się poskładać,potłuczone w drobny mak, życie, gdyż od tragicznej śmierci ich ojca wszystko legło w gruzach.  Ucieczka z „domowego aresztu” wydaje się być jedyną iskierką nadziei, która tli się gdzieś na początku świeżo odzyskanej wolności. Na ich drodze staje lekarz, który – mimo swoich prywatnych trosk- pomaga trójce zagubionych, zmęczonych życiem dzieciaków.
Dzięki zamożnemu lekarzowi, Chris uparcie dąży do wymarzonego celu, a Cathy realizując swoje marzenia związane z tańcem- mimo wsparcia najbliższych osób- ciągle nosi w sobie duchy z czasów, które głęboko wyryły się w jej pamięci. Owe mary z dramatycznych chwil na poddaszu stają się podwalinami do zemsty.  Zemsty, która ma się przybrać  postać remedium na wszelkie doznane krzywdy. Natomiast miłość, początkowo, ma być lekiem na całe zło, ale jej siła jest- zdecydowanie-  za mała by walczyć z ogromem uczuć przepełniającym serce młodych ludzi z ciężkim bagażem doświadczeń. Nie jest łatwo teraźniejszości wygrać z przygnębiającymi wspomnieniami.  A może jednak wszystko jest możliwe? Sprawdźcie sami!

Momentami książka mdli od nadmiaru różowego lukru. Słodkie słówka, miłosne wyznania przeplatają się z pożądaniem, seksem i zwierzęcym instynktem. Patologiczna więź, która narodziła się między bratem a siostrą wydaje się obrzydliwa. Ta część wręcz ocieka erotyzmem i szalejącymi hormonami.

Co prawda już tak nie wstrząsa, bo wiemy, czego możemy się spodziewać. Jednak pozostawia niesmak, który  jeszcze przez wiele dni nie opuszcza umysłów czytelników.  Pozostawia po sobie brud, którego nie możemy usunąć. Brud, który przyczepia się jak taśma klejąca do czystej nieskazitelnej kartki.
A w naszej świadomości  pojawia się trwały ślad, którego  nawet upływ czasu tak szybko nie zatrze.
Mimo wszystko historia szokuje, wprawia czytelnika w osłupienie, gdyż autorka serwuje nam danie w postacie wyrafinowanej zemsty podyktowanej wielkimi emocjami, których nic nie jest wstanie zgasić. To  niesamowite, do jakich rzeczy jest zdolny człowiek doprowadzony do granic wytrzymałości. Dreszcz przerażenia przenika mnie na wskroś  już na samą myśl o wydarzeniach przedstawionych na końcu historii.

Nie da się od tej książki odjeść na sekundę, dokładnie tak samo jak to było  z ” Kwiatami na poddaszu”. Nawet jeśli nasza lektura dobiegnie końca to i tak na długi czas w naszych myślach zagoszczą bohaterowie, z którymi zdążyliśmy się już zaprzyjaźnić. Mogliśmy im współczuć i  brać udział w ich miłosnych uniesieniach. I jak to dobrze, że kolejne przygody tej rodziny jeszcze przede mną, bo tak szybko nie można zakończyć spotkania z diabelską rodziną Dollangangerów.

Jeśli, Drodzy Czytelnicy, poznaliście wcześniejsze losy rodzeństwa darzącego się bezwarunkową miłością, to szczerze i gorąco polecam Wam „Płatki na wietrze”. Skoro znacie początek koniecznie musicie poznać ciąg dalszy sagi. Gwarantuję: połknięcie ją w całości za jednym razem, długo trawiąc zawartość.

Moja ocena: 6/6

„Seks i inne przykrości” Joanna Fabicka

Co może być gorsze od nieszczęśliwie zakochanego nastolatka? Chyba jedynie trzęsienie ziemi. Czy hormony mogą przewracać w głowie? Oj mogą. Czy od nadmiaru wrażeń można zasnąć? Zdecydowanie tak. To wszystko utwierdza czytelnika w przekonaniu, że bycie nastolatkiem do łatwych nie należy – nawet dla największego gagatka nie jest to takie proste. Jeśli masz odmienne zdanie, sięgnij po kolejne przygody młodego bohatera wykreowanego przez Joannę Fabicką.

„Seks i inne przykrości”jest tytułem, który intryguje potencjalnych czytelników i wywołuje parsknięcie śmiechu. Absolutnie i bez wątpienia rozkłada na łopatki. I faktycznie, tytuł nie kłamie, bo w gruncie rzeczy jest to powieść o współżyciu i innych przykrościach. Historia nie obfituje w sceny miłosne i nie atakuje nimi czytelnika w każdej linijce, ale – na pewno- seksualność odgrywa dość ważną rolę w życiu głównego bohatera, który ma nadzieję, że stosunek z kobietą rozwiąże wiele jego osobistych spraw. Czy rzeczywiście? Przekonajcie się sami!

Trzecia część z serii młodzieżowej jest równie smaczna i przyjemna w odbiorze jak poprzednie. Odrobinę grubsza, ale czyta się ją równie szybko. Autorka także w tej części zgrabnie i przyjaźnie opowiada o prawie 17-letnim Rudolfie, który wiedziony burzą hormonów zakochuje się bez opamiętania.

Nadal kocha Łucję, która kręci ciągle z innym. Nieustannie i namiętnie myśli o seksie, który raz go brzydzi, innym razem pociąga. Zderza się ze śmiercią, z odpowiedzialnością, jaką musi ponosić przyszła niepełnoletnia matka. Mimo wszystkich tych przeciwności stara się patrzeć na świat idealistycznie, co przyczynia się do utworzenia grupy pod nazwą „Kochaj mnie”. Ale czy odniesie sukces? Czy zawojuje świat?

Jedno nie podlega dyskusji. Joanna Fabicka z dobrze sobie znanym ironicznym i czarnym poczuciem humoru zapewnia nam odrobinę relaksu i uśmiechu na twarzy. Dzięki niej wieczory nie są już takie smutne, a całodzienne zmęczenie opuszcza człowieka już w momencie przeczytania paru pierwszych zdań. Co to dużo mówić, to po prostu trzeba przeczytać.

 


Ocena: 4/5

Recenzję możecie znaleźć również na (kliknij  w logo):