Niezwykłe zwykłe miasteczko

Autor: Marta Stefaniak
Tytuł: Czary w małym miasteczku
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Wydane:  czerwiec 2012

Za książkę dziękuję wydawnictwu Prószyński i S-ka.

Może się wydawać, że powieść o miasteczku będzie zwykła i banalna. Bo co można napisać o jakieś zapyziałej dziurze, gdzie ludzie żyją z dnia na dzień a w „najlepszym” wypadku wiecznie borykają się problemami. Ech samo życie.  W istocie nic nowego się nie dowiedzieliśmy, bo w latach kryzysu nigdzie nie ma jak w raju.  Każdego może spotkać smutny los bezrobotnego. To oznacza tylko początek kłopotów.  Ale Marta Stefaniak, oprócz  realistycznej do bólu historii dała nam odrobinę magii, która wtapia się w otaczający zwyczajny świat okraszony problemami.  Niepozorna książka z niepozorną zawartością. Godna polecenia o każdej porze roku.

Nie wiem dlaczego, ale nie rzadko w niewielkich powieściach drzemie ogromna moc i siła.  Kolejny raz dochodzę do wniosku, że nie potrzeba wyniosłych słów, a elaboraty na tysiące stron są tak po prostu zbędne. Prosty język, nieskomplikowana fabuła stanowią podwaliny dobrej lektury, którą w krótkim czasie można pochłonąć. Mimo szybkiej konsumpcji ta książka nie przepadnie  w gąszczu zapomnienia. Na pewno nie raz do mnie powróci, bo niezwykle miło spotkać dobrą wróżkę, choćby tylko na kartach książki. Czasem warto przypomnieć sobie, że dobro odpłaca dobrem, a zło złem. I warto czasem wziąć  życie za rogi, bo od nas tak wiele zależy. To my decydujemy, co się stanie dalej. Nie pozostawiajmy ważnych decyzji przypadkowi, który bywa z reguły złym doradcą.

Ogólnie rzecz biorąc jestem zauroczona niewielkim, zapyziałym miasteczkiem, które przypomina moje rodzinne strony, gdzie można odpocząć od zgiełku wielkiej metropolii.  I być może dlatego nie ma ono nazwy, bo może to być każde miasteczko w Polsce.  Najważniejsze jest jednak to, żę już od pierwszej strony  wyczuwa się ten niesamowity klimat niewielkiej miejscowości, w której wszyscy się znają a nawet najmniejszy zakamarek nie umyka uwadze mieszkańców.  A kiedy w miasteczku pojawia się dobra wróżka wszystko zmienia się jak w bajce: miasteczko staje się rajem na ziemi, azylem. A serca mieszkańców i przyjezdnych podbijają fenomenalne wypieki, na myśl o których cieknie ślinka.  Jednak wszystko co dobre szybko się kończy i miasteczko znowu musi stawić czoła złu i wielkim tragediom.

I wielkie chapeau bas dla autorki za wielowątkowość, mnogość różnorodnych postaci  i ich historii i za to, że chętnie powrócę do nieznanego miasteczka, które może właśnie  znajduje się niedaleko. Może wystarczy wyjść z domu i poszukać takiej cukierni, albo spotkać panią doktor, której pasją jest pomaganie innym, tym bardziej potrzebującym. Zdecydowanie warto sięgnąć po „Czary w małym miasteczku”. Gwarantuję, że Was oczarują.

Nie pozostaje mi nic innego , jak tylko podziękować  za  delikatną i poruszająca struny mojej wrażliwości książkę. Oby los zesłał mi więcej takich pozycji czytelniczych!

Moja ocena: 5/6



Co Skadnynaw to Skandynaw

Autor: Sara Baedel
Tytuł: Handlarz śmiercią
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Wydane:  czerwiec 2012

Za egzemplarz prasowy dziękuję wydawnictwu Prószyński i S-ka.

Recenzja przedpremierowa
Premiera 26 czerwca 2012

I nie będzie to nic odkrywczego, co napiszę. Ale zapałałam miłością do tej duńskiej pisarki kryminałów już od pierwszych stron. Nic na to  poradzę, że czyta mi się skandynawskie kryminały- po prostu- f e n o m e n a l n i e  i  nigdy nie czuję przesytu. Zawsze chcę więcej, więcej i więcej. Zachłanność na zbrodnię nie zna granic.  Z każdym kolejnym spotkaniem apetyt rośnie. Wiem na pewno, że sięgnę po kolejne części o nieustraszonej Louise Rick i jej przyjaciółce Camilli Lind.  Tak udane spotkanie wróży tylko miłą „przyjaźń literacką” z tą pisarką.
Powie ktoś, że przecież nie ma się czym ekscytować, bo schemat zawsze jest taki sam.  Jest zbrodnia i jak zwykle jest jakiś funkcjonariusz prawa, który błądzi między zeznaniami świadków oraz jakiś pismak, bo przecież ktoś zbrodnie nagłaśniać musi.  I co  z tego? Skoro tak niesamowitą frajdę sprawia  czytelnikowi odkrywanie nowych okoliczności, które nadają zupełnie odmiennego biegu sprawie. Skoro zagadka trzyma odbiorcę w napięciu do samego końca. Skoro mimo tego, że pomysły na zbrodnię bywają wtórne i tak wciągamy się w fabułę i nie spoczniemy dopóki ostatnia strona nie będzie już za nami.  Tak właśnie jest z ‚ Handlarzem śmiercią”. Mimo historii, która nie  jest innowacyjna książkę pożera się, chłonie z wypiekami na twarzy. Dobrze, że będą kolejne części, bo nie ukrywam, że  zżera mnie ciekawość.

A wszystko to  za sprawą morderstw, narkotyków i żmudnych śledztw.  To dzięki sprawcy tych haniebnych czynów, który ciągle jest na wolności oraz jego sprytowi wpadamy w bagno razem z bohaterami i prawdę powiedziawszy nie jest łatwo się  z niego wydobyć. Nawet wzorowa asystentka wydziału kryminalnego Louise Rick z trudem radzi sobie ze śledztwem. A wścibska dziennikarka Camilla Lind, która na odległość wietrzy sensację, sama wpada w sidła tej brudnej sprawy. Chorobliwy perfekcjonizm, chęć bycia najlepszą sprawia, że niejeden pomyśli o niej jak o hienie cmentarnej wywlekającej na światło dzienne nieliczoną liczbę brudów z cudzego  życia. Czy uda się im dociec prawdy? Zachęcam do lektury, przekonajcie się na własnej skórze co grozi nam, kiedy wpychamy nos w nie swoje sprawy.
I bez żalu stwierdzam, że tak jak w innych powieściach skandynawskich tło społeczne jest szeroko zakrojone,  wątek kryminalno- sensacyjny dopracowany w najmniejszych szczegółach nie zdradza przed czasem całego rozwiązania, a realne przedstawienie bohaterów z ich wadami i zaletami  (mimo fikcyjnej fabuły) nadaje prawdziwości całej historii, a mocne zakończenie wieńczy z sukcesem odbiór całej książki.

Jeśli podobały Ci się kryminały  Anne Holt- norweskiej  królowej kryminałów, to duński odpowiednik we wcieleniu Sary Baedel także zyska Twoją sympatię. Odrobina sensacji, spraw codziennych, zwykłych ludzi i ich problemów oraz  trudnych wyborów są nieodzownymi elementami przyjemnej lektury. Zatem krótko i zwięźle konkluduję: polecam!

 

Moja ocena: 6/6



Mocne rodzinne więzi

Autorka: Abraham  Verghese
Tytuł: Powrót do Missing
Wydawnictwo: Świat Książki
Wydane: 2011

 Serdecznie dziękuję za egzemplarz wydawnictwu Świat Książki.

Tak pasjonującej powieści to chyba dawno nie czytałam. Ponad 700 stron, od których nie można i nawet nie chce się oderwać zapełniło moje wieczory na długie godziny.  Nie zawsze autorowi przy takiej ilości stron udaje się  zatrzymać czytelnika na dłużej, autorowi  „Powrotu do Missing”  udało się to.  Zdecydowanie nie była to dla mnie powieść, z którą mam  często do czynienia. I wielkie dzięki za to, że zdarzają się  takie  perełki.  Wzdycham i marzę o  innych takich wciągających historiach.  Bez przeszkód mogę  polecić  ją wszystkim czytelnikom zakochanym w ciekawych, wielowątkowych historiach.

Ciężko wyrazić słowami mój zachwyt nad książką, która tak naprawdę była dla mnie inspirującym i niecodziennym przeżyciem literackim.  Co tu dużo mówić?  Powieść podobała mi się jak diabli.  I żałuję, nawet bardzo, że skończyłam spotkanie z jej bohaterami. Dopiero  jak zagłębię się drugi raz  w to opasłe tomisko,  będę miała- znowu-  okazję ich  spotkać. Ale niestety, odbiór nie będzie już taki sam- będzie brakowało tej nutki zaskoczenia i niecierpliwości: co będzie dalej?, jak potoczą się losy głównych bohaterów? Dlatego tak bardzo uwielbiam czytać  daną pozycję po raz pierwszy, kolejne spotkania są  już mniej pasjonujące. Są takim powrotem do wspomnień, które idą w parze z danym autorem,  daną powieścią.  „Powrót do Missing: będzie kojarzył mi się z Euro 2012:).  Doceniam bardzo te chwilę ciszy nad książką, bo wszędzie poza tym literackim światem panował szał futbolowy. Szpital w Missing był dla mnie spokojnym azylem, do którego warto będzie powrócić. Najlepiej będzie uczynić to na starość, kiedy wszystkie szczegóły powieści się zatrą w pamięci, a historia zblednie. Wtedy znowu potowarzyszy nam odrobinka tej nutki ciekawości i niecierpliwości.  A dlaczego warto poznać tę opowieść?

Bo warto docenić wielką pracę, którą pisarz włożyć w napisanie tej książki.  Warto dowiedzieć się kolejny raz, że jednak więzi łączące rodzeństwo bliźniacze są potężne i nawet kobieta ich nie potrafi zniszczyć. A co najważniejsze ta powieść jest wręcz natchniona pasją do medycyny, która dla Mariona, Shivy  (bliźniaków) i innych postaci jest kwintesencją ich życia.  Prawie na każdej stronie wyczuwa się  się moc medycyny, powołanie, które kieruje wyborami postaci. Niezmiernie czuję ogromny żal, że takich lekarzy z powołania jest  niewiele. Ale „Powrót do Missing” sprawie, że wierzę, w to, że takich lekarzy jest więcej i nie są rzadkimi  przypadkami w służbie zdrowia.

Tak wzruszającej i fascynującej powieści po prostu nie sposób pominąć. Kto kocha literaturę na pewno  doceni ten tytuł i wyłowi go z zalewu powieści pojawiających się  na naszym rynku wydawniczym. Jeszcze raz polecam!

Moja ocena: 6/6