„Miłość na wrzosowisku” Anna Łajkowska

Czytamy czasem takie książki, które niewiele wnoszą w nasze życie. Bez nich moglibyśmy się obejść, ale jednak lekturę takiej lekkiej powieści wspominamy całkiem miło. I tym razem pozostały miłe wrażenia po historii opowiedzianej przez Annę Łajkowską. Szczypta wzruszenia, odrobina relaksu i brak niespodzianek to odpowiednia recepta na chwilę zapomnienia.

„Miłość na wrzosowisku”jest kontynuacją „Pensjonatu na wrzosowiskach”. Jednak oczekiwanie na tę część nie było już wielkim priorytetem, gdyż epilog z „Pensjonatu na wrzosowisku” zdradził najważniejsze wydarzenia. Nie ma tego suspensu, wszystko już wiemy. Nie ma już tej niecierpliwości. Ot, kolejna historia o wielkiej miłości. Plusem jedynie jest to, że wszystko  w tej części zostaje opowiedziane szczegółowo.

Główna bohaterka Basia ma już wszystko, o czym tylko może sobie zamarzyć. Ma męża, gromadkę dzieci i nawet własny biznes, który całkiem  dobrze zaczął prosperować. Dzięki pomocy życzliwych duszyczek wszystko pomyślnie się układa – przynajmniej tak się Basi wydaje. W końcu dzięki sprzyjającemu biegowi wydarzeń jej marzenia się spełniają, szkoda, że sukces zostaje okupiony problemami małżeńskimi, które prowadzą do zdrady.

To lekka powieść, która zabiera czytelnika do Anglii, w świat namiętnej miłości oraz problemów miłosnych i rodzinnych. Cóż, nie jest to wybitna twórczość, ale na pewno dzięki niej możemy poczuć magię uczuć i klimat romantycznej historii, która potrafi zmienić rzeczywistość w cudowną bajkę dla dorosłych. I gdyby nie te pozytywne aspekty książki, pewnie nie sięgnęłabym po tę część. Jednak dzięki przemiłej atmosferze pierwszej części, skusiłam się na „Miłość na wrzosowisku”.

Ocena: 3,5/5

Recenzję możecie znaleźć również na (kliknij  w logo):

Mamuśki, super mamuśki kontra upiorne mamuśki

Autor: Jill Smokler
Tytuł: Wyznania upiornej mamuśki
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Wydane:  sierpień 2012

Za książkę dziękuję wydawnictwu Prószyński i S-ka.

Macierzyństwo to wcale nie jest taka łatwa sprawa. Kto jest matką ten wie. Żaden podręcznik czy poradnik do obsługi dziecka  nam nie pomoże, kiedy staniemy przed wieloma trudnymi decyzjami dotyczącymi naszych małych, a nawet tych dorosłych pociech. Codziennie walczymy o lepsze jutro dla naszych małych istotek, przy tym popełniające masę błędów.  Z niektórych nawet- już  po jakimś czasie- śmiejemy się.  Jednak nie zawsze chcemy się przyznać do naszych potknięć, nie zawsze chcemy głośno powiedzieć, że macierzyństwo nie jest  takie kolorowe jak przedstawiają to kobiece magazyny, w których wiecznie widzimy uśmiechnięte mamy z małym, bezzębnym grubaskiem. Nic ich nie trapi, są pełne energii i radości, a jak to  jest naprawdę ?

Otóż Jill Smokler odważyła się głośno powiedzieć jak wygląda macierzyństwo, które zwykle nie jest usłane różami. Ironia i poczucie humoru biły z każdej strony. Dodatkowo wyznania matek potwierdzały nasze obawy i uzmysłowiły, że nie  ja jedna mam takie problemy. Jest wiele podobnych matek, które próbują podołać swojej odpowiedzialnej roli. Obsługa dziecka to wielkie wyzwanie, z którym dorośli muszą sobie „jakoś” poradzić.  Mówię „jakoś”, bo nie zawsze uzyskujemy zadowalające nas efekty.

A dzieci potrafią zaskoczyć swoimi najbardziej niebanalnym pomysłami, ale upiorne mamuśki także potrafią wywinąć niezły numer. Nie ma idealnych dzieci i idealnych rodziców. Każda nawet najbardziej poukładana mamuśka, czasem zamienia się w upiorną mamuśkę, która nie radzi sobie ze swoim maleństwem, bądź robi wszystko to, czego nie powinna, byle zyskać parę minut dla siebie. Zmęczenie, frustracja czy nawet gorszy dzień mają ogromny wpływ na podejmowane decyzje przez matki.

Po tej lekturze okazuje się, że jednak nie jestem osamotniona jeśli chodzi o problemy związane z opieką nad dzieckiem.  Kiedy czytałam każdy rozdział po kolei odnajdywałam swoje odbicie. Zgrabnie napisana książka i bardzo zabawnie, bo uśmiałam się do łez, ale czasem to były gorzkie łzy prawdy.  Jednak macierzyństwo to czasem gorzka pigułka, trudna do przełknięcia. Co nie znaczy, że mimo wszystko nie jest to najpiękniejsza chwila naszego życia, a autorka nie zatajała  tego faktu przed nami. I chwała jej za to!

Polecam wszystkim mamuśkom  i obecnym i tym przyszłym, bo to kawał przyjemniej lektury.

Moja ocena: 6/6



Bo w przyjaciółkach tkwi moc

Autor: Izabela Pietrzyk
Tytuł: Wieczór panieński
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Wydane:  lipiec 2012

Za książkę dziękuję wydawnictwu Prószyński i S-ka.

 Nie masz ochoty na trudne filozoficzne wywody? Bokiem wychodzą Ci powieści, po których mózg paruje, krew się burzy i napastuje Cię migrena. Dobrze się składa, bo  mam lekarstwo na tę przypadłość: koniecznie przeczytaj „Wieczór panieński” Izabeli Pietrzyk.  Jeśli natomiast spodziewasz się baśni dla dorosłych bądź rozprawy naukowej o wieczorze panieńskim to z przykrością stwierdzam, że źle trafiłeś Drogi czytelniku.

Mnie ogromnie zrelaksowała ta ogromna dawka humoru i przyznam się szczerze, że chętnie sama spędzałabym czas w gronie takich wyluzowanych babeczek, które zawsze potrafią zjednoczyć siły, niezależnie od pory dnia czy pory roku. One wiedzą, że przyjaciółki przyjdą zawsze z pomocą: pomogą przy rozwodzie, przy kolejnym zawodzie miłosnym czy wesprą na duchu, kiedy świeżo poznany facet okazuje się totalnym bubkiem. W kobietach tkwi siła i nic nie jest w stanie zagrozić tej kobiecej przyjaźni, a już na pewno  żaden samiec alfa.

Oczywiście historia tych kobiet nie jest jakaś nadzwyczajna. Pracują, wychowują dzieci, spotykają się na babskich wieczorach, chodzą do SPA, zakochują się  i wychodzą za mąż. Jest to prosta, przyjemna książka o życiu.  Przyciąga rzesze czytelników tak ja seriale, bo kiedy raz poznamy tę wesołą gromadkę pań to bez wątpienia ze smakiem poświęcimy czas, aby poznać dalsze losy bohaterek.  Ta wciąga i daje nam chwile błogiego wytchnienia.

Ten niesamowity dowcip i fenomenalnie lekki język sprawiły, że chętnie zagłębiłam się w lekturze na wiele godzin. Zresztą  poprzednia książka tej autorki też  pozytywnie nastawiła mnie do życia.  Styl Izabeli Pietrzyk zdecydowanie odpowiada mi kiedy goni mnie chandra, kiedy wszystko jest na nie, kiedy czarne chmury wiszą nad moją głową. Jedno jest pewne: powrócę do co bardziej soczystych dowcipów i śmiesznych scen z tych książeczek w ramach kuracji zimowej depresji.  Polecam i gwarantuję dobrą zabawę na nadchodzące, ponurem jesienne, dżdżyste wieczory.

Moja ocena: 5/6