Uniesienia miłosne

Autor: Richard Mason
Tytuł: Historia poszukiwacza przyjemności
Wydawnictwo: Świat Książki
Wydane: 2012

Serdecznie dziękuję za egzemplarz recenzyjny wydawnictwu Świat Książki.

Miłość ma różne oblicza. Wiemy o tym od dawna, a jednak z przyjemnością sięgamy po historie miłosne.  Nawet seksualność już tak nas nie bulwersuje.  W końcu listy bestsellerów podbiją teraz erotyczne powieści, po które sięga coraz więcej czytelników. W zasadzie to w sumie nie wiem  w czym tkwi fenomen, ale jednak o sprawach intymnych czyta się całkiem przyjemnie, czego dowodzi szybkie pochłonięcie książki Richarda Masona. Chociaż na tę recenzję musieliście chwilę poczekać, gdyż wena z powodu rozleniwienia świątecznego mnie opuściła.

Piet Barol odkrywa przed nami swoje życie seksualne. Nie stroni od towarzystwa kobiet i przygodnych zbliżeń. A nawet kiedy głód ciała przyciśnie nawet okaz ten samej płci będzie wystarczający, żeby nasycić swoje pragnienia i uspokoić pożądanie. Seks wydaje się być narkotykiem, ale w sumie czasem bywa nałogiem. Natomiast niewiele mówi o swojej przeszłości, jedynie domyślamy się, że chce prowadzić  inne życie niż dotychczas- bujne i bogate.

Była to dla mnie bardzo zaskakująca lektura, która wprowadziła mnie w niezwykły nastrój.  Z lekką zazdrością czytałam  tę powieść która przeniosła mnie do innej epoki, do życia bogatej rodziny, której problemy wydają się być obce. Ale jednak coś w nich znajomego można odnaleźć.  Problemy finansowe, małżeńskie czy w końcu wychowawcze stoją na pierwszym planie w 0toczeniu przepychu, służby i pieniędzy.

Najbardziej utkwiły mi w pamięci sceny ze statku Eugene, które czytało mi się tak dobrze, że z trudem mogłam się skupić na czymś innym. Bardzo owe perypetie przypominały mi sceny niczym z Titanica, gdzie miłość buchała na pokładzie, pasażerowie bezprawnie opuszczali swoje kajuty i bez  żadnego obciachu znajdowali się w innej klasie, gdzie w zasadzie nie mieli wstępu.

Ta książka ma specyficzny klimat, który może się szalenie spodobać bądź całkowicie przemówić na niekorzyść całej opowiedzianej historii. Ja wsiąknęłam całkowicie i bez żadnego skrępowania poddałam się lekturze. Z nieukrywaną  przyjemnością śledziłam losy młodego Brola i jego występki  i jego damsko- męskie schadzki z zapartym tchem. Nawet wątek homoseksualny zbytnio  mnie nie szokował, bo autor powoli nas na taką ewentualność przygotowuje.

Ja polecam, ale tak naprawdę każdy musi przekonać się sam czy jest to historia dla niego.  Jeśli lubicie książki  inne niż zwykły romans z happy endem, to sądzę że będzie to dla Was odpowiednia lektura.

Moja ocena: 5/6


Boże Narodzenie przy stole

 

Kiedy zaczyna się grudzień, z niecierpliwością oczekujemy  Bożego Narodzenia. Kobiety gorączkowo krzątają się  w kuchni. Planują, kupują, przygotowują i sprzątają.  Rzec  by się chciało: praca wre.  Zanim się obejrzymy, przed nami już tylko godzina do Wigilii. W myślach sprawdzamy, czy wszystko jest gotowe. Jest. Zatem możemy zasiąść do stołu i do frykasów, tak pieczołowicie szykowanych od kilku tygodni.

Właśnie tak zwykle wyglądał czas przed świętami u bohaterek powieści  „Strajk na Boże Narodzenie”, napisanej przez Sheilę Roberts. Wiele tygodni wcześniej zaczynają myśleć o przygotowaniach, o tym, co jeszcze trzeba zrobić, jakie prezenty kupić. Tylko mężowie, niczego nieświadomi,  spraszają znajomych, oglądają mecze, a kobiety w tym czasie  miotają się od lodówki do kuchenki, tworząc najsmaczniejsze na świecie potrawy, które potem cieszą podniebienia gości.

W „Strajku na Boże Narodzenie” kobiety w obliczu wizji świątecznej  katastrofy i porażek mężów przy organizacji biesiad zajadają się czekoladą lub inną słodką przekąską. W ten sposób zagłuszają swoje wyrzuty sumienia  i stres, który niestety nieustannie im towarzyszy. Faceci natomiast włączają tryb olewaczy i nie dają się zwariować. Ale czy aby jest to metoda na odpowiednie świętowanie? Czy nie będzie im żal pysznych cukierków  oblanych czekoladą, puddingu z fig, ciasteczek maślanych bądź kruchych pasztecików z ciasta filo?

Facet w kuchni bowiem okazuje się być totalną pomyłką, czego dowodzą spalone indyki, chipsy i ciasteczka na stole na imprezie. A gdyby jeszcze tego było  mało,  prowiant kończy się, zanim wszystko na dobre się rozkręci.  Szybko do kobiet dociera, że ich mężczyźni nie potrafią ogarnąć wielu rzeczy, z którymi łatwo daje sobie  radę  każda z  nich. A jest  to dość dziwne, zważywszy na fakt, że to głównie mężczyźni są lepszymi kucharzami i  to właśnie oni dzierżą władzę w królestwie kuchennym większości restauracji.

W książce „Święta, święta…” Annie Sanders, duetu dziennikarskiego, nie wszystkie kobiety potrafią podołać obowiązkom takim jak ogarnięcie przyjęcia wigilijnego czy  świąt w domowym zaciszu. Od wielu miesięcy czytają poradniki, uczą się gotować,  gromadzą produkty, by potem i tak wszystko stało się klapą.

Dodatkowo kiedy spada śnieg, catering nawala, dostawy zawodzą, okazuje się, ze zapasy zrobione i zachomikowane z kilkumiesięcznym wyprzedzeniem są wybawieniem dla pułku gości, który niespodziewanie staje w drzwiach, i dzięki temu, że spiżarnia pęka w szwach, można gładko i bez trudu zorganizować  imprezę pod Jemiołą dla mieszkańców miasteczka, która z powodu fatalnych zbiegów okoliczności nie ma prawa się udać.  I w podbramkowej sytuacji człowiek potrafi zrobić coś z niczego. Ozdoby tworzy ze zwykłych jabłek pomalowanych złotym sprejem, a nieproszeni goście (na szczęście!) są muzykami i z chęcią zastąpią didżeja , który z powodu nieprzyjaznych warunków atmosferycznych nie mógł pojawić się na przyjęciu.  Istne cuda! A jednak to właśnie one  ratują gospodynię w kryzysowej sytuacji. Dziczyzna, indyk czy hurtowa ilość babeczek chronią od głodu i całkowitej klęski.

Okazuje się, że jednak cuda się zdarzają, bo Boże Narodzenie to w końcu czas magiczny i w Wigilię nawet zwierzęta mogą przemówić ludzkim głosem.  Toteż nie ma się czemu dziwić, że  wszystko się udaje.

I tym optymistycznym akcentem kończę i pozostawiam  Was w iście miłym i świątecznym nastroju.  Życzę wszystkim wesołych i udanych Świąt! Smacznej strawy, bezstresowych  działań przedświątecznych, dużo radości i uśmiechu, ciepłych  chwil  w rodzinnym gronie oraz spełniania  wszelkich marzeń.

Recenzję możecie znaleźć również na (kliknij  w logo):

Domowy chlebek

Tytuł: Chleby bułki bułeczki
Wydawnictwo: Świat Książki
Wydane: 2012

Serdecznie dziękuję za egzemplarz recenzyjny wydawnictwu Świat Książki.

Niczego nie można porównać ze smakiem domowego chleba, który w dodatku jest przez nas własnoręcznie upieczony. Dosłownie po paru godzinach możemy się delektować zapachem świeżego chlebusia wyjętego z piekarnika, który roznosi się po całym domu. To naprawdę nic trudnego, zwłaszcza jeśli mamy przy sobie „Chleby bułki i bułeczki”. Dzięki temu tytułowi na stałe możemy na śniadanie spożywać pieczywo bez konserwantów, spulchniaczy i innych bardzo dziwnych substancji, które często są dodawane.

Jest to bardzo prosto, jasno  i przystępnie napisana książka, która odkrywa przed nami tajniki pieczenia.  Dodatkowo okraszona pięknymi zdjęciami, na widok których głośno przełykamy ślinę. W końcu nie możemy sobie wyobrazić dnia bez chrupiącej skórki. Z niej dowiemy się jak zrobić zakwas, jak wykonać pyszne bułeczki na weekendowy poranek, które wyśmienicie będą smakować z kawą bądź  innym napojem. Kiedy zagości na Waszych półkach ta książka, na pewno nie zabraknie Wam chleba do jedzenia. Nie będziecie musieli w pośpiechu biec do piekarni, bo w domu przy pomocy piekarnika stworzycie taki bochen jaki tylko zechcecie. Wystarczy mąka odrobina drożdży i za chwilę mamy na co nałożyć dżem, ser  czy wędlinę.

Szeroki wybór przepisów pokaże Wam na czym to wszystko polega i jestem pewna, że sami stworzycie swoje własne mieszkanki, które połechcą Wasze podniebienia. Co prawda większość receptur oparta jest na drożdżach, ale w niczym to nie przeszkadza. Po tej lekturze z łatwością przyrządzicie zakwas bez drożdży korzystając z przepisów znalezionych w internecie bądź innych źródłach.

Według mnie jest to „must have” dla tych, którzy uwielbiają piec i eksperymentować w kuchni. Tak estetycznie wydana pozycja musi koniecznie znaleźć się w Waszych biblioteczkach.

Moja ocena: 6/6