Na dobranoc

Autor: Praca zbiorowa
Tytuł: 365 bajek na dobranoc Księżyc opowiada
Wydawnictwo: Papilon
Wydane: 2012

Serdecznie dziękuję za egzemplarz recenzyjny Grupie  Wydawniczej Publicat S.A.

Dobrymi, a nawet najlepszymi recenzentami  książek dla dzieci są sami zainteresowani. To  właśnie ich reakcje są najbardziej szczere i dzięki nim najwięcej się dowiemy na temat jakości bajek dla dzieci. 

Mój synek zawsze uwielbiał książki, obcował z nimi od niemalże samego początku. Ale zwykle je tylko przeglądał i zadawał pytania w stylu „co to jest?”, żądając wręcz natychmiastowej odpowiedzi na zadane przez niego pytanie. Z czytaniem bajek było mu nie po drodze. Nie mógł się skupić. Wolał tylko poznawać świat za pomocą oczu. Jednak od kiedy w naszym domu pojawiła  się pięknie wydana księga z ogromną ilością bajek, wszystko zupełnie się zmieniło.

Teraz codziennie wieczorem, w ramach rytuału przed snem synek ciągnie rodziców do pokoju by posłuchać bajek. Czasem zdarza mu się to nawet w ciągu dnia, co niezmiernie mnie cieszy.  Obecnie maluch upodobał się sobie dwie spośród 365 i za nic w świecie nie chce czytać innych. Śmieje się przy nich do rozpuku. I w dobrym nastroju kładzie się do swojego łóżeczka.

Według mnie jest to przepięknie wydany zbiór, który jest odpowiedni dla małych przedszkolaków zaczynających swoją przygodę z literaturą. Jestem przekonana, że dzięki niej dziecko zakocha się w codziennym czytaniu bajek,  które nie są za długie i  nawet kilkulatek może z łatwością się przy nich skupić. Także kolorowe ilustracje przykuwają oczy najmłodszych na długi czas. Nawet dorośli z przyjemnością rzucą na nie okiem. Szeroki wybór historii daje nam  wielkie pole manewru, codziennie możemy poczytać coś nowego. Możemy poznać historię  o wypadzie nad morze, o skarpetozaurze, który podbiera domownikom wyprane skarpety, o księżycu opowiadającym niezliczone bajki, o elfach marzących o lataniu, o samotnej choince.

Chyba nie muszę dodawać, że to wszystko przekonało mnie, że jest to idealna pozycja dla małych dzieci, z którą warto spędzić kilka chwil. Ten czas spędzony z Waszą pociechą będzie niezapomniany i bez wątpienia nie będzie to czas stracony.

Polecam, bo naprawdę warto.

Moja ocena: 5/6


Reklamy

„Lan czyli Orchidea” Marzena Wilkanowicz

Wielu  z Was marzy o byciu kimś ważnym, wysoko postawionym, sławnym, a może nawet rozchwytywanym celebrytą. Młode kobiety pragną pracować w znanych magazynach modowych, choćby na stanowisku zwykłej asystentki, a utalentowani fotografowie robić zdjęcia tym najbardziej znanym i lubianym. Niejednych kusi blask fleszy czy czerwony dywan.  I tylko nielicznym udaje się wkręcić do światka show biznesu.  Marzena Wilkanowicz, która przez ponad 10 lat była redaktor naczelną magazynu „Elle” posmakowała życia na świeczniku, gdzie każde potknięcie może zostać zauważone.

Autobiografia Marzeny Wilkanowicz może wydawać się polską wersją  powieści Lauren Weisberger „Diabeł ubiera się u Prady”.  Podobieństwo jest znaczące. Młoda dziewczyna rozpoczyna pracę w prestiżowym magazynie i od tego momentu rozpoczyna jej się bujna kariera wśród projektantów, znanych osobistości.  Jednak  nie chodzi tutaj tylko o modę, gdyż jest to historia o poszukiwaniu własnych korzeni, swojego miejsca na ziemi, niełatwych wyborach, zarówno tych prywatnych, jak i zawodowych. To próba odnalezienia się macierzyństwie i pogodzenie go z pracą, która wymagała funkcjonowania na pełnych obrotach po kilkanaście godzin dziennie.

„Lan, czyli Orchidea” to historia o wyzwaniach, polskiej, wietnamskiej i francuskiej kulturze, religii, polityce i więzach rodzinnych. To lektura i ludziach, dla ludzi, o ich człowieczeństwie. To opowieść o miłości, którą warto naśladować.

Warto też wspomnieć o sposobie wydania  tej książki.  Jest to bowiem dla mnie edytorska perełka wzbogacona ciekawymi zdjęciami przedstawiającymi rodzinę autorki oraz ją samą.  To właśnie z tych fotografii dowiadujemy się, że Marzena Wilkanowicz to piękna i niezwykle inspirująca postać show biznesu.  To osoba magnetyzująca, która przyciąga do siebie ludzi i fortunę. Z wielką determinacją i ogromnym nakładem pracy dąży do  postawionego przed sobą celu. Nawet niewielkie porażki czy większe wpadki nie załamują jej. Z odrobinę zbuntowanej  nastolatki zamieniła się w odważną kobietę sukcesu, która od zawsze wiedziała, czego chce.

Natomiast lekki i przyjemny styl, arcyciekawe i barwne życie sprawia, że książkę chłonie się stronę za stroną. Z żalem rozstajemy się z historią, ale pozostaje po tym spotkaniu wiele zapału do działania i miłych wspomnień, którymi podzieliła się szczodrze autorka tytułu „Lan, czyli Orchidea”. Zdecydowanie i bez wątpienia jest to pozycja, z którą warto poznać dla samego tête-à-tête z osobami, które znamy z telewizji.

 

Ocena: 5/5

Recenzję możecie znaleźć również na (kliknij  w logo):

Artyzm życia

Autor: Kevin Wilson
Tytuł: Rodzina na pokaz
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Wydane:  litopada 2012

Za książkę dziękuję wydawnictwu Prószyński i S-ka.

Czy można sobie wyreżyserować życie od A do Z? Czy można  trzymać się wymyślonej konwencji i podążać według swoich zasad, które odbiegają od ogólnie przyjętych norm. Okazuje się, że można. Czy to daje szczęście? Raczej nie do końca. A mimo to rodzina Fang uparcie tkwi w swojej iluzoryczności i dziwności, które panoszą się w życiu tej zupełnie odmiennej rodziny.

W zasadzie to już dawno nie czytałam tak dziwnej, pokręconej powieści, która zmusza nas do myślenia. Zmusza jak diabli do zastanowienia się nad treścią tak , że specjalnie nie mam pojęcia co mogę powiedzieć, bo ta niekonwencjonalność zwyczajnie wbiła mnie w fotel. Opis życia, które nie jest zwykłe, normalne budzi we mnie ogromne emocje.  Chociaż w zasadzie co w rodzinie Fangów jest normą u nas jest czymś niedopuszczalnym, a może nie do przyjęcia. Być może każdy ma swój przepis na życie i może zgodnie z nim realizować swój plan. Być może. Jednak ciągle mam nieodparte wrażenie, że to, co przeczytałam w powieści Kevina Wilsona bardzo destrukcyjnie wpływa na więzi między dziećmi a ich rodzicami, na więzy rodziny, na wybory życiowe i na relacje z innymi osobami oraz na potencjalne związki międzyludzkie. Wymieniać można by  tak bez końca.  Jedno jest pewnie „Rodzina na pokaz”  nie pozostawia czytelnika obojętnym na swoją treść. Daje nam niezliczoną liczbę okazji do przemyśleń, do rozbicia swojego życia na części pierwsze i przyjrzenie im się wnikliwie pod lupą.

Otóż rodzina Fang od lat żyje z tworzenia przedstawień. Zaczęło sie od Caleba i Camille, których sposobem na życie jest wprowadzenie chaosu i zamętu. Ich działania burzą naturalny porządek dnia. Kiedy rodzą im się dzieci, Annie i Buster (zwane dziećmi A i B)  przymusem  wdrażają   je w swój sposób na życie.  Na życie wiecznych artystów. To niestety  utrudnia Annie i Busterowi podjemowanie mądrych, odpowiedzialnych decyzji, kiedy osiągną już pełnoletniość. Ich wybory często naznaczone są sytuacjami z dzieciństwa. Mimo ogromnej miłości do rodziców A i B decydują się iść swoją drogą. Czy w związku z tym będą szczęśliwi? Czy uwolnią się od przeszłości?

Powieść skonstruowana jest dość ciekawie: rzeczywistość miesza się z przeszłością. Dzięki takiemu podziałowi możemy dowiedzieć się więcej zarówno o starszym pokoleniu jak i młodszym. Także polski tytuł „Rodzina na pokaz” nabiera dla mnie podwójnego znaczenia.  To gra słów, która pokazuje bohaterów w ponurym świetle. Z jednej strony Fangowie żyją na pokaz, tworząc przedstawienia  pod ludzi, z drugiej okazuje się, że to rodzina, która może pokazać się  tylko i wyłącznie w blasku fleszy, bo od środka zżera ich robak niszczący miłość i poprawne stosunki.  Artyzm przesłania ważne wartości, które i tak z czasem przestają mieć znaczenie.

I nie jest to lekka historia, nie jest nawet komiczna. Co prawda rzeczywistość wydaje się być przerysowana, i w sumie powoduje śmiech. Jednakże jest to śmiech przez łzy. Gorzkie łzy. I co ważne można czerpać przyjemność z tego czarnego humoru i całkowicie nienormalnej fabuły, która wciąga.  Polecam, bo warto zobaczyć do czego prowadzi taki ekstremalnie artystyczny sposób egzystowania.

Moja ocena: 5/6