Włoska uczta

Autor: Nicky Pellegrino

Tytuł: „Rzymska przygoda”

Rok wydania: 2013

Wydawca: Prószyński i S-ka

Za książkę dziękuję wydawnictwu Prószyński i S-ka

Książki Nicky Pellegrino są lekkie, przyjemne i smaczne. Dzięki nim można stać się głodnym. I to nawet bardzo. Podczas czytania „Rzymskiej przygody” ciągle miałam ochotę coś jeść. I przestrzegam, że istnym szaleństwem i zabójstwem jest czytać tę książkę, kiedy uporczywie burczy nam w brzuchu. Do lektury zalecane jest koniecznie coś dobrego do jedzenia. W każdych ilościach.

I choć nie ma w niej przepisów, jak wykonać smaczne i aromatyczne potrawy, to i tak czytelnik głośno będzie przełykał ślinę na myśl o frykasach, opisywanych przez autorkę. Kusi! Oj kusi, by przeszukać Internet i znaleźć kilka przepisów z włoskiej kuchni, o których wspomina, opowiadając historię znanego człowieka, Mario Lanzy, którego pokochały rzesze ludzi.

Pisarka zabiera nas do Rzymu, romantycznej fontanny di Trevi i na smaczne lody. To dzięki niej możemy przeżyć niezapomniane, a zarazem trudne chwile w domu amerykańskiego tenora i jego rodziny. Poznajmy świat gwiazdy od kuchni i ze sporym zaciekawieniem obserwujemy zderzenie się dwóch światów: ubogiego z bogatym. I choć jest to fikcja, to autorka przyznaje, że inspirowała się życiem znanego śpiewaka.

I mimo to, że barwna postać Mario Lanzy, rozkapryszonej gwiazdy z nałogami, wybijała się na pierwszy plan i bez niej w zasadzie cała historia nie miałaby sensu, to jednak postać, która najbardziej mnie uwiodła to włoski kucharz, Pepe. Kochający operę, namiętny, porywczy, traktujący jedzenie jako najważniejszą część egzystencji był nieodzownym elementem powieści. To on nadawał książce włoskiego klimatu, bez którego ta pozycja nie byłaby pełna. To on wyczarowywał przepyszne potrawy, którymi uwiódł kobietę.

Polecam! Bo jest to lektura o wielkiej miłości, o zmaganiach się z trudną rzeczywistością, uzależnieniem od alkoholu, trudnym życiu na świeczniku. Zdecydowanie warto dać się uwieść włoskiej kuchni, namiętnościom i amerykańskiemu tenorowi, choćby na chwilę.

Recenzje możesz także przeczytać tutaj (kliknij w logo): logo-obsesje-czarne-transparent

Reklamy

Niebezpieczna misja

Autor: Agnieszka Stelmaszyk
Tytuł: Koalicja szpiegów. Luminariusz
Rok wydania: 2013
Wydawnictwo: Zielona Sowa

Za książkę dziękuję Wydawnictwu Zielona Sowa.
Istnieją takie książki jak Harry Potter, które nawet dorosły czytelnik połyka  z ogromnym zaciekawieniem. I z przyjemnością muszę stwierdzić, że „Koalicja szpiegów. Luminariusz” należy właśnie do takich pozycji. I z całą pewnością nie jest to powieść infantylna ani dla najmłodszych. Świetnie będą się bawić przy niej dzieci starsze, które lubią książki nafaszerowane przygodą i elementami fantastycznymi.  Ta pierwsza część trylogii  będzie odpowiednia dla chłopców, będzie też niezłą przynętą dla dzieci, które stronią od czytania. Może dzięki tej historii połkną bakcyla i poświęcą parę chwil na lekturę. Nie będą żałować.

Agnieszka Stelmaszyk znania czytelnikom z „Kronik Archeo” tworzy intrygującą fabułę, dobrze skonstruowaną. Do samego końca trzymając nas  w napięciu i niewiedzy. Dodatkowo samo zakończenie zwiastuje ciąg dalszy i pobudza nasz apetyt, i to nawet bardzo. Sama chętnie przeczytam ciąg dalszy, bo ta część wciągnęła mnie razem z kopytami. Nie spodziewałam się tak dobrej powieści dla młodzieży, tak oryginalnej i nieoklepanej.

Książkę w zasadzie połyka się jednym tchem i mimo wieku z wypiekami na twarzy. Aż dziw, że można tak totalnie wsiąknąć i czekać na więcej.  A jednak lekkie pióro, wciągające historie, gdzie dobro wysuwa się na pierwszy plan to idealna lektura, dla nastoletnich moli książkowych.

Jednak trzeba zaznaczyć, że to książka dla ludzi, którzy potrafią odróżnić rzeczywistość od fikcji literackiej. I przyznaję niewielki minus za użycie broni przez bohaterów, co wydaje mi się mało dydaktyczne, zwłaszcza  jeśli taki motyw pojawia się w powieściach dla niepełnoletnich czytelników.

Mimo wszystko uważam, że warto przeczytać i poznać twórczość tej pisarki.

Moja ocena: +5/6

Hiszpania kiedyś i dziś

Autor: Kate Lord Brown
Tytuł: Zapach gorzkich pomarańczy
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Wydane:  2013

Za książkę dziękuję wydawnictwu Prószyński i S-ka.

„Zapach gorzkich pomarańczy” to książka dla wrażliwych czytelników, którzy będą razem z bohaterami przeżywać tragedie opisane z wielką dokładnością przez autorkę.  I należy przyznać, że mimo iż los nie szczędził postaciom nieszczęść, książkę czyta się bardzo szybko. Zwłaszcza pod  koniec, kiedy akcja nabiera tempa i całkowicie zaskakuje czytelnika. Dla mnie jest to godna polecenia pozycja na wakacje, po którą warto sięgnąć w  wolnej chwili.

Bardzo mi książka przypadła do gustu, z kilku powodów. Po pierwsze akcja powieści ma miejsce w Hiszpanii, którą uwielbiam i kocham o niej czytać. Od razu, dzięki takim książkom mogę podróżować do miejsc, które chciałabym  jeszcze kiedyś zobaczyć. Nie muszę wydawać kilkuset euro, by zmienić otoczenie i zwiedzić trochę świata. Wystarczy otworzyć książkę i za parę chwil jestem już w innej rzeczywistości, w zupełnie innym miejscu. Pochłonięta zupełnie innymi sprawami.

Poznaję Hiszpanię za czasów  generała Franco i tą współczesną, ale naznaczoną wspomnieniami. Z wielką przyjemnością przeskakuję bramy czasu. Te podróże w czasie są dla mnie niezwykle intrygujące i dają pełen obraz sytuacji.

Dodatkowo cieszy mnie fakt, że książka nie jest słodkim romansem. To książka o trudnych czasach, trudnej miłości, śmierci i wiecznie czającej za drzwiami przeszłości.

Polecam tę wypełnioną zapachem powieść o kobiecie, która zmienia diametralnie swoje życie. I być może autorka nie unika oklepanego motywu ucieczki. Ucieczki do domku gdzieś na innym krańcu świata.Mimo tego dobrze znanego nam zabiegu, często pojawiającego się w literaturze, historię czyta się z zaciekawieniem.

Moja ocena: 6/6