Tłumaczenie seriali

Ostatnio natknęłam się na dość ciekawy artykuł dotyczący tłumaczenia seriali w Hiszpanii. (Jeśli znacie hiszpański to przeczytajcie ). Chociaż ogólnie rzecz biorąc problemy, z którymi muszą zmierzyć się hiszpańskojęzyczni tłumacze są uniwersalne. Tłumacz każdego języka napotyka na takie same bądź podobne trudności, ponieważ jest to podyktowane specyfiką danego języka. Króciutko postaram się Wam przedstawić przeszkody, które pojawiają się podczas tłumaczenia seriali:
Wszystkim wydaje się, że przecież przetłumaczenie 20- minutowego czy 40- minutowego odcinka jakiegoś serialu nie jest trudne i wykonuje się  to dość szybko i sprawnie. Prawda jest taka, że  trwa to od 1 do 4 dni. Zadanie nieraz bywa utrudnione, kiedy trzeba tłumaczyć odcinek równolegle z oryginalnym. Kiedy na przykład chcemy w tym samym czasie , co inny kraj  wyemitować serial w swoim ojczystym kraju musimy tłumaczyć tekst bez scenariusza i na podstawie obrazów i tego, co słyszymy. Nie jest to łatwe zadanie, bo trzeba dobrze zrozumieć i usłyszeć wypowiedziane kwestie. Kiedy mamy scenariusz jest to prostsze, ale ciągle pojawiają się dylematy. Mianowicie chodzi o aspekty kulturowe i językowe. Nie wszystkie nazwiska, miejsca, które wynikają stricte ze specyfiki kraju będą zrozumiałe dla innych narodowości. W takim wypadku tłumaczenie należy dostosować do realiów kulturowych danego kraju, żeby oglądający mógli w pełni zrozumieć przekaz.  Także żarty, dowcipy, utarte powiedzenia, przysłowia są często nie do przetłumaczenia. A dosłowny przekład nie będzie miał sensu. Trzeba stworzyć coś równie śmiesznego, albo coś co będzie miało podobny wydźwięk, co będzie pasowało do sytuacji przedstawionej w serialu.  Nie zawsze udaje się taki zabieg, ale w przekładzie często coś umyka, mimo iż tłumacz stara się możliwie jak najwierniej oddać emocje i znaczenie, tego co zostało zawarte w oryginalnym dziele. Czasem postacie mówią w specyficzny sposób (mówią bardzo potocznie lub w bardzo elegancki wyrafinowany sposób). Można powiedzieć, że posługują się własnym idiolektem. Tłumacz musi w jakiś sposób to oddać tę różnicę, co bywa nie lada wyzwaniem.
Kiedy już teksty są przetłumaczone, trzeba nanieść poprawki, żeby wypowiadanie kwestie zgadzały się z ruchem warg  aktorów ( jeśli jest to dubbing), albo żeby napisy mieściły się w odpowiednim czasie (nie były za długie). Jest to dodatkowa praca, według mnie chyba najtrudniejsza.
Na koniec powiem, że po przeczytaniu wyżej zalinkowanego, hiszpańskiego tekstu, kolejny raz uświadamiam sobie, że praca tłumacza jest trudna, czasem ciężka, a już na pewno bardzo kreatywna.

Rozterki tłumaczy literatury

Przeczytałam artykuł o Murakamim w przekładzie. Tłumacze książek znanego pisarza japońskiego wypowiadają się na temat swoich wrażeń, dylematów, których doświadczają podczas przekładania.
I okazało się, że każdemu tłumaczowi inne rzeczy sprawiały trudność. Dla jednych coś było oczywiste, dla innych już niekoniecznie. Każdy inaczej odbiera prozę Murakamiego i co za tym idzie inaczej tłumaczy jego dzieła. Jednak ta zależność może odnosić się do innych autorów literatury, nie tylko Muarakamiego. Co głowa to inny pomysł. Zapewne gdybyśmy dali tę samą książkę do przetłumaczenia kilku tłumaczom, każdy zrobiłby inaczej.
Ja moi czytelnicy odsyłam Was do artykułu, oczywiście jeśli tłumaczenia literackie są dla Was interesującym zagadnieniem. Miłej lektury!

Tłumaczenie nazw wlasnych

Dawno nic nie było o tłumaczeniach, toteż skruszona wielce spieszę i biegnę do Was moich kochani, z nową porcyjką informacji, spostrzeżeń i myśli na temat tłumaczenia nazw.

Nazwy to dość rozległy temat. Co zrobić jeśli takowa się pojawi? Tłumaczyć zostawić w oryginale? Napisać oryginalną w nawiasie pokusić się o tłumaczenie, bądź zrobić na dole przypis? A może kierować się intuicją i zrobić to, co każe serce?
Tyle pytań i mnóstwo odpowiedzi.

To może tak mamy sobie nazwę. Patrzymy do tekstów paralelnych, czyli analogicznych, o takiej samej bądź podobnej tematyce  z tymże, w języku docelowym, czyli w którym powstanie  tłumaczony tekst. Sprawdzamy tzw. uzus. Innymi słowy, próbujemy się jaki jest zwyczaj, utarta praktyka. Czy daną nazwę tłumaczymy, czy zostawiamy tak jak jest.   Jeśli znaleźliśmy odpowiedź to super.  Możemy tłumaczyć dalej. Czasem zostawiamy  nazwę tak jak jest, ale dodajemy jeszcze wyraz, który nam daje obraz, czego ta nazwa dotyczy.  Dróg wiele, ale tłumacz musi podjąć jakąś decyzję, która wcale nie jest taka łatwa.
I tak np. mamy polski Nowy Jork, ale angielski New York, bądź polski Waszyngton, a angielski Washington, mamy też polskie Chicago i angielskie Chicago, mamy  polskie jezioro Michigan  i angielskie Lake Michigan, polskie Hudson i angielskie Hudson River.

To są tylko drobne przykłady i garstka tego, na co można napotkać podczas przekładu.