Morze kawy i szczypta kardamonu, czyli co w literaturze piszczy nr 1/2013

Już dawno nie było wpisu poświęconego literaturze, luźnego, nierecenzyjnego. Natchnęło mnie i postanowiłam podzielić się z Wami swoimi refleksjami.  I tak się już od dłuższego czasu zastanawiam, jak to się dzieje, że nie my Polacy prawie nie czytamy, a w sieci możemy znaleźć coraz więcej blogów o literaturze, rosną jak grzyby po deszczu. I jak to z nami jest? Czytamy czy udajemy, że czytamy? Statystyki pokazują, że nie czytamy.

Ja mimo wszystko, mam z goła inny pogląd na tę sprawę, bo uważam że czytamy.  Czytamy ambitne i mniej ambitne pozycje. Ale dochodzę do wniosku. Dobrze, że w ogóle sięgamy po książki.  A może nie powinniśmy czytać byle czego, tylko ostrożnie dobierać lektury? A może myślicie, że  warto tylko trzymać się swoich ulubionych gatunków i omijać szerokim łukiem, te które są zupełnie inne, niż nasze zainteresowania. Może jednak czasem warto dać szansę odmiennym gatunkom i poszerzać swoje horyzonty? Sama ostatnio postanowiłam spróbować otworzyć się na nowe książki i odkrywam nowe lądy z ogromną przyjemnością.

Trudno jednak oczekiwać, że wszyscy będą czytać to samo. Każdy ma inny gust. I dlatego dobór lektury jest bardzo subiektywny. Dla jednego coś jest tandetne, a dla drugiego jest to fantastyczny sposób na odreagowanie po całym dniu.

Ponadto w dobie postępu techniki, kiedy powszechnie dostępne są  audiobooki i ebooki możemy obcować z literaturą na wiele sposobów.  Dzięki  takim udogodnieniom  możemy czytać uszami , możemy czytać na ultralekkich czytnikach, telefonach komórkowych, tabletach. Nie ma już wymówek, że brakuje nam czasu, że nie ma jak itp. Wymówką mogą być jedynie pieniądze na ich zakup, bo nich niestety brakuje.

I tak zaraz podniesiecie larum, że książki drogie, czytniki drogie itp. Zawsze można pożyczać książki bądź kupować używane, albo w  miejscach z  tanią książką. Można czytać, jeśli tyko chcemy. Ale właśnie czy chcemy? Mole książkowe chcą, ale co z resztą?

A Wy co o tym wszystkim myślicie?

Reklamy

Morze kawy i szczypta kardamonu, czyli co w literaturze piszczy nr 2/2012

Jak prawie każdy mól książkowy śledzę nowości.  Jakikolwiek artykuł, audycja o literaturze jest dla mnie tak wciągająca, że zapominam o bożym świecie, a co tu dopiero mówić kiedy na mojej drodze spotkam pasjonującą lekturę. Gazety, magazyny o książkach są na tyle ciekawe (i te nowsze i starsze), że sięgam po nie bez żadnych skrupułów, żeby móc poczytać o wrażeniach innych czytelników, dowiedzieć się czegoś zupełnie nowego o aktorze, pisarzu, książce czy  filmach. Odrobina obcowania z kulturą jeszcze nikomu nie zaszkodziła.
Najgorsze a zarazem najlepsze (po takiej wnikliwej prasówce i plądrowaniu w dobrach medialnych) jest to, że lista książek, które chciałabym przeczytać rośnie w zastraszającym tempie i życia to raczej mi nie wystarczy. Zapewne nie każda książka będzie tak samo dobra bądź tak samo godna uwagi. Ale uważam, że warto czytać dużo i różne rzeczy, bo to rozszerza horyzonty, a w najgorszym razie, jeśli coś nie spełni moich oczekiwań z czystym sumieniem będę to mogła skrytykować.
Tak więc, czytamy, dyskutujemy i porównujemy. Nie, nie uważam się za znawcę, po prostu oddaję się swojej pasji. Czytam, opisuję swoje pierwsze wrażenia, ale nigdy nie powiem, że jestem krytykiem a może krytyczką, skoro teraz w mediach rozprawiają o  tym czy forma ministra powinna zastąpić  formę pani minister. Bo rzeczywiście jest to kwestia wagi państwowej. Nie ważne są podatki lub to, co się dzieje w naszym kraju. Ważne jest czy  pani minister jest formą godnie reprezentującą kobiety w ministerstwie.
I tak sobie myślę, że im więcej czytamy tym bardziej kosztujemy literaturę, ale w gruncie rzeczy uświadamiamy sobie  ile jeszcze nas czeka. Im więcej przeczytanych książek tym więcej możemy powiedzieć o swoich gustach literackich. Wiemy co dla nas jest dobre i co  y byśmy polecili komuś do czytania. Jednak to jest nasze subiektywne odczucie, ktoś inny może mieć skrajnie odmienne zdanie.

Zatem czytajmy i rozmawiajmy.

Morze kawy i szczypta kardamonu, czyli co w literaturze piszczy nr 1/2012

Ten rok jest dość pomyślny i bogaty w pomysły. A skoro pomysły to postanowiłam rozpocząć kolejny cykl. Tym razem będzie to galimatias moich myśli na temat… No właśnie jaki? Może to być zapowiedź książki, może jakaś powieść, która szczególnie utkwiła mi w pamięci, może bohater. Trudno mi tak naprawdę powiedzieć, co to będzie, bo to tak zależy od chwili i mojego skomplikowanego umysłu. Jedno jest pewne, to wszystko będzie się dotyczyć literatury. Będzie to cykl, więc  będzie się pojawiał co jakiś czas, w miarę regularnie.

I na dzisiaj mam piękny temat. Co mnie urzeka w literaturze?  Dlaczego czytam?

Literatura to moje schronienie, to mój azyl, w którym się chowam przed całym światem. Nie muszę wyjeżdżać, nie muszę nigdzie się ruszać. Wystarczy kocyk, poduszeczka, kawa, herbata, coś słodkiego bądź coś do chrupania i oczywiście kawał dobrej lektury. Im więcej stron tym lepiej. Im bardziej opasłe tomisko, tym większy głód słowa czuję.  I tak wyposażona zapadam się w sofie, fotelu, czy co tam mam pod ręką. Codziennie muszę przeczytać choćby stronę. Oczywiście zdarza mi się, że nie czytam przez chwilę, ale wtedy wracam ze zdwojoną siłą, z nową energię by znowu poczuć zapach książki, ujrzeć rząd literek grzecznie stojących, które czekają na swoją kolej.
I nikt mi nie powie, że w słowach nie ma magii, że książki są puste. W tych czarnych robaczkach drzemie ogromna moc, która pobudza naszą fantazję, dotyka naszej podświadomości. Historie na nas wpływają, wywołują emocje, kształtują światopogląd. Wzbogacają słownictwo, dają schronienie przed rzeczywistością, pozwalają zabić czas.  I najlepsze jest to, że każdy inaczej odbierze książkę, na czymś innym skupi swoją uwagę. Jednemu czytelnikowi przypadnie do gustu, zauroczy się nią, pokocha jak nic innego na świecie, drugi tę samą książkę znienawidzi, znajdzie w niej mnóstwo wad. I tutaj okazuje się, że jedno dzieło potrafi wywołać tyle reakcji, często skrajnych. I to dla mnie jest fenomenalne, to właśnie mnie urzeka. Ile czytelników, tyle opinii i wrażeń. A przecież od dawna wiadomo, że de gustibus…

A czytam, bo muszę. Bez tego mój świat byłby pełen rutyny. To dzięki książce mam na co czekać. Zawsze mam przed sobą jakąś nową przygodę, która potem zamieszkuje moją podświadomość.  Nie straszne mi statystyki, bo ja się w nie nie wbijam, bo czytam więcej niż  one mówią.

A skoro już mowa o  literaturze, to wszystkich fanów kryminałów, thrillerów zapraszam do przyłączenia się do Syndykatu Zbrodni w Bibliotece. Więcej dowiecie się tutaj.